Kolejka

Układ — 70%
Podróż służbowa — 20%
NaruSaku [???] — 10%

Statystka

Witaj

na koszmarnych treściach! To kolejne miejsce, gdzie będziesz mieć do czynienia z osobą nie do końca zrównoważoną — Mayako!

Akumu Honne to zbiór opowiadań o różnorodnej treści, z udziałem bohaterów z wielu mang. Mogą pojawić się teksty dzielone na kilka części, krótkie opowiadania, a nawet miniaturki — wszystko zależeć będzie od humoru autorki.
Zapraszam do lektury.

DANGER: wulgaryzmy, sceny erotyczne, dużo mordobicia.
Nie odpowiadam za swoją poprawność literacką.

Szablon skradziony z Wioski Szablonów.

Więcej mnie: facebook
Pytania: ask

Na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631 oświadczam, że wszelkie prawa do publikowanych przeze mnie materiałów należą wyłącznie do mnie i niniejszym nie udzielam zgody na wykorzystywanie moich materiałów do jakichkolwiek celów bez mojej zgody.
No cześć, zapraszam na część drugą Niedopowiedzeń.


Manga: Fairy Tail
Paring: Gruvia
Gatunek: akcja, romans
Uwagi: Ponownie, po sprawdzeniu przez Kayo, pozmieniałam kilka rzeczy i mogłam się gdzieś, pierdolnąć w akcji.




Otumaniający ból głowy nieprzerwanie rozchodził się po całej czaszce, nie pozwalając Juvii zebrać myśli. Miała wrażenie, że wszystkie zmysły wysiadły. Każda próba podniesienia powiek kończyła się fiaskiem. Czuła, jakby coś zaraz miało rozsadzić jej gałki oczne. Język pozwalał wyczuć śladowe ilości dziwnej, słodkawej substancji, której nie mogła skojarzyć.
Zapach stęchlizny, wilgoci i dojmujący chłód — wiedziała, że znajdowała się w jakimś obskurnym pomieszczeniu. Spętane za plecami ręce, uwierające w plecy oparcie starego krzesła i czyjeś stękanie, głośny oddech, szamotanie.
— Juvia, ocknij się, błagam!
Gdyby to było takie proste, pomyślała. Panikę zastąpiło chwilowe odczucie spokoju. Wiedziała, że ten głos należał do Fullbustera i to pozwoliło jej zapanować nad strachem. Przynajmniej do czasu, aż przywołała wydarzenia sprzed utraty przytomności.
— Gray — wydusiła przez ściśnięte gardło.
Uniosła lekko głowę, próbując w końcu otworzyć oczy. Choć do lampy wkręcono chyba najsłabszą i najtańszą żarówkę, jej światło i tak sprawiało dziewczynie dyskomfort. Walcząc z nieprzyjemną przeszkodą, powoli przyzwyczajała wzrok.
— Juvia, dzięki Bogu!
Kiedy poszczególne rzeczy zaczęły nabierać należytego kształtu, próbowała odnaleźć partnera spojrzeniem. Siedział dwa metry dalej, również przywiązany do krzesła.
— Gdzie jesteśmy? — zapytała, rozglądając się. — Co to za miejsce? Kto nas tu przywlókł?
Fullbuster westchnął. Był blady i wściekły. Lockser nabrała wrażenia, że gdyby tylko uwolnił się z lin, rozsadziłby ten budynek w kilka sekund.
— Eileen… — odparł, patrząc na dziewczynę. — Mieliśmy niewyobrażalnego pecha, Juvia. W motelu, w którym zameldowała nas Levy, pracowali jej ludzie.
Dziewczyna wstrzymała oddech.
— Za głowę każdego z Fairy Tail, Sabertooth i innych organizacji wymierzono nagrody, o których nawet nie śmiałbym śnić.
— Czyli po nas — zaśmiała się nerwowo. — Zabiją nas, a reszta nawet nie będzie wiedziała, na które wysypisko nas wywiozą, tak?
— Nie wydaje mi się, żeby nasze męki miały zostać tak szybko ukrócone. — Spuścił głowę i popatrzył na stalowe drzwi, umieszczone na wprost nich. — Eileen i August zapewne planują jakoś nas wykorzystać, by pozbyć się większej ilości ludzi. Jesteśmy ich przynętą.
Juvia zassała policzki. W życiu nie spodziewałaby się takiego obrotu spraw. Jakim cudem Levy mogła popełnić taką gafę? W tamtej chwili wszystko wydawało się być nienormalne, wręcz podejrzane. Czy naprawdę nie mieli żadnych szans?
— Jak noga? — zapytała, patrząc na ranę po postrzale.
— Bywało gorzej… Posłuchaj mnie — warknął, znowu kontrolnie zerkając na drzwi. Ściszył ton. — To nie jest koniec. Gdyby chcieli, żebyśmy tu poumierali, nie opatrzyliby mi rany. Już by nas pozabijali. Dopóki jesteśmy żywi, mamy szansę…
Wejście zostało nagle otwarte. Drzwi odbiły się od wilgotnej, chropowatej ściany, wydając z siebie nieprzyjemny zgrzyt. Stukot wysokich obcasów rozchodził się echem po pomieszczeniu. Kobieta o bujnych, czerwonych włosach powoli stąpała w ich kierunku, pełna kociej gracji. Spore usta, podkreślone matową szminką, wyginały się w podejrzanym uśmiechu.
— Twój chłoptaś ma rację — powiedziała po chwili, pochylając się do przodu. — Lepiej go posłuchaj, to może jakoś się stąd wyślizgniecie.
Eileen dotknęła brody Lockser, chcąc, by ta popatrzyła jej prosto w oczy. Karmiła się strachem, jaki w nich dostrzegała.
— Nie dotykaj jej, ty stara torbo! — Gray wpadł w amok i zaczął się wiercić. — Juvia, nie rozmawiaj z nią! To chora manipulantka!
Lockser zaczęło zastanawiać to, jak długo była nieprzytomna, skoro Fullbuster wydawał się być nieco obytym z tematem. Belserion łypnęła złowrogo na chłopaka i wyprostowała się, wołając do środka dwóch mężczyzn.
— Rozwiązać ją i zaprowadzić na górę — nakazała, poprawiając spódnicę.
Fullbuster zrobił wielkie oczy po czym zaczął wrzeszczeć jak opętany. Dosięgła go straszliwa trwoga; klął siarczyście, obserwując, jak pachołki Eileen szarpały zdezorientowaną i wystraszoną Juvią.
— Zostawcie ją! Zostawcie! Pozabijam was, kurwa, pozabijam!
Kiedy ciągnęli Lockser po ziemi, odwróciła głowę, rzucając chłopakowi ostatnie spojrzenie. Fullbuster nie miał pojęcia, czy było to wołanie o pomoc, czy nieme pożegnanie, ale czuł, że jego krew zawrzała, nieprzyjemnie drażniąc całe ciało.
— Zginiesz, suko — wycedził przez zaciśnięte zęby, kiedy Eileen stanęła przed nim. — Módl się, żebym się nie uwolnił, inaczej zgotuję ci piekło, którego nawet sobie nie wyobrażasz.
Kobieta znowu się pochyliła. Jej twarz znajdowała się w odległości może dziesięciu centymetrów od niego. Prawy kącik czerwonych jak wino ust uniósł się w górę.
— Jakie piękne, szkliste łzy — wyszeptała, wycierając kącik jego oka. — Kto by się spodziewał.
— Jeżeli spadnie jej chociaż jeden włos z głowy…
— To nawet nie będziesz o tym wiedział — mruknęła, śmiejąc się. Oblizała palec z satysfakcją i wyprostowała się. — Myślę, że już nigdy jej nie zobaczysz.
— Daję słowo. Zabiję cię — wycedził, kiedy stanęła w progu.
— Zobaczymy — odpowiedziała, nabierając poważnego tonu. — Miłego wieczoru, kochaniutki.




— Opanuj się!
Lucy gwałtownie się zatrzymała. Wbiła zaniepokojone spojrzenie w zielone oczy Natsu, który stał tuż przed nią. Otworzyła kilka razy usta, aż w końcu jęknęła w niemocy i oparła czoło o jego pierś. Silne ramiona chłopaka oplotły ją mocno, dając nieco ukojenia.
— Wdech i wydech, mała — wyszeptał, całując gorącą skroń. — Ochłoń.
— Boję się, Natsu. — Heartfilia zacisnęła powieki, chcąc odgonić łzy. — Co, jeżeli oni… Boże!
Dragneel się zagotował.
— Nawet o tym nie myśl! Jeżeli chcemy ich ratować, musimy wziąć się w garść — powiedział, wzmacniając uścisk. — Dzwoniłem już do Stinga i Rogue’a. Przydadzą nam się. A teraz się uspokój i weź w garść, dobrze?
Pokiwała nerwowo głową.
— No! — Uśmiechnął się blado. — Ubieraj się, jedziemy do siedziby.
Wzięła głęboki wdech i pobiegła do sypialni, by wskoczyć w coś bardziej wyjściowego, niż rozciągnięty sweter.
Od utraty kontaktu z Juvią i Grayem minęły już trzy dni. Nie dało się ich namierzyć. Erza, Jellal i Gajeel, którzy pojechali sprawdzić motel, nie znaleźli nic podejrzanego. Obsługa również nie była w stanie udzielić im żadnych informacji. Nagrania z okolicznych monitoringów poznikały, tak samo jak ich przyjaciele. Informacja o uprowadzeniu tej dwójki obiła się o uszy całego podziemia i świata przestępczego. Członkowie innych organizacji drżeli, myśląc o tym, że jeden z najepszych egzekutorów i tak doświadczony szpieg zwyczajnie zapadli się pod ziemię. Każdy bał się, że spotka go dokładnie to samo.
Droga zajęła im niespełna dwadzieścia minut. Kiedy tylko przekroczyli próg baru, zrozumieli, że wpakowali się w samo epicentrum. Pub wypełniony był wszystkimi członkami, a także gośćmi z innych organizacji. Popłoch i gwar świadczyły o tym, że coś musiało się niedawno stać.
— Nareszcie! — krzyknęła Levy, przeciskając się do nich pomiędzy zabieganymi ludźmi. — Słuchajcie, nie jest dobrze. Naprawdę nie jest dobrze. Jest cholernie źle!
Lucy jęknęła, kiedy jej przeczucia się sprawdziły. Skierowali się do kontuaru, za którym Erza, Jellal i Laxus pastwili się nad laptopem. Heartfilia obeszła bar i zaczęła zaglądać w ekran.
— Co macie? — zapytał Dragneel, siadając na wysokim stołku, ramię w ramię z Gajeelem. — Bo wierzę, że macie cokolwiek.
— Wysłano nam zdjęcie Graya — wyszeptała Scarlet, odwracając komputer w jego stronę.
Obita twarz najlepszego przyjaciela, obudziła w Natsu drzemiące pokłady wściekłości. Choć do tej pory to on starał się uspokajać Lucy, role się odwróciły. Miał ochotę rozsadzić wszystko wokół.
— Kto mu to zrobił?! Gdzie on jest?!
— Nie możemy ich namierzyć — wyszeptała McGarden, uderzając nerwowo palcami w klawiaturę własnego laptopa. — To przeszło przez ruskie serwery. Ich informatycy znają się na rzeczy.
— Musi być jakaś luka. — Laxus wyprostował ciało i zaczął pocierać brodę kciukiem. — Musieli się gdzieś potknąć.
— Gdzie Sting? — Natsu zeskoczył na kamienną posadzkę. — Powinien już tu dawno być!
— I był — wtrącił Jellal, zwracając na siebie wzrok chłopaka. — Powiedział, że zaraz wrócą i razem z Cheneyem opuścili lokal.
— Dawno?
— Pół godziny temu, tak myślę — wyszeptał Gajeel.
— Co z Juvią? — Lucy popatrzyła wyczekująco na Erzę. — Nie dostaliśmy żadnych wzmianek?
Tytania pokręciła nerwowo głową. Heartfilia miała wrażenie, że świat jej się wali. Ostatnio czuła się tak podczas akcji z Zerefem, gdy, zamknięta w starej piwnicy, czekała na śmierć.
Drzwi baru się otworzyły. Do środka wpadł zdyszany Eucliffe, a za jego plecami pojawili się Rogue, oraz dwóch mężczyzn, których członkowie Fairy Tail mieli okazję widzieć jedynie podczas eliminacji Zerefa.
— Jest szansa — rzucił Sting, obchodząc nerwowo bar. — Chłopaki zabrali sprzęt. Jeżeli znowu coś przyślą, a my wyślemy im jakąkolwiek informację zwrotną, zanim zdążą odłączyć się od serwerów, możliwe, że ich namierzymy. — Ulokował smutne spojrzenie w czekoladowych oczach Lucy. — Nie wszystko stracone. Wciąż możemy o nich walczyć.
— Najlepiej jednak byłoby, gdybyśmy wymusili na nich dłuższą konfrontację — dodał Rogue.
— Co masz na myśli? — Gajeel popatrzył na niego uważnie.
— Połączenie. Najlepiej telefoniczne. Gdyby udało wam się utrzymać ich jak najdłużej na linii, znaleźlibyśmy ich.
— Nie sądzę, by byli tak głupi — wyszeptała Lucy, zamykając powieki. — Zrobią to tylko wtedy, kiedy będą nas oczekiwać.
— Czy będa, czy nie będą, i tak musimy ratować Graya i Juvię. — Erza uderzyła pięścią o blat baru.
Kiedy otworzyła usta, z zamiarem wygłoszenia podnoszącej na duchu wypowiedzi, usłyszeli znajomy, charakterystyczny dźwięk. Wszyscy zwrócili wzrok ku Levy, która, odchylona od ekranu laptopa, z przerażeniem się w niego wpatrywała. Okulary zsunęły się z jej smukłego nosa.
— J-Juvia — stęknęła, przysuwając dłonie do ust.
Wszyscy jak poparzeni rzucili się w jej stronę. Sting i jego ludzie podpięli kable pod sprzęt McGarden, kiedy reszta w skupieniu obserwowała wypośrodkowane zdjęcie uśmiechniętej Lockser, nawiązującej z nimi połączenie na Skypie.
— Odbieraj! — nakazał Eucliffe.
Dziewczyna przełknęła ślinę i ustąpiła prędko miejsca Laxusowi. Dreyar nacisnął zieloną słuchawkę. Oczom wszystkich milczących osób ukazał się czarny ekran.
— Juvia? — mruknął szef, zaciskając palce na oparciach krzesła. — Juvia, jesteś tam?
Jedynym dźwiękiem, jaki wydobywał się z głośnika, był szmer. Zupełnie tak, jakby po drugiej stronie ktoś się szamotał.  Potem w tle pojawiły się narastające stęki i chrząknięcia.
Heartfilia zakryła usta dłońmi. W jej głowie zaistniały najczarniejsze scenariusze; cholernie bała się tego, co mogło zaraz nastąpić.
— Bawią się z nami — wycedził Nastu, stając za Laxusem.
Popatrzył porozumiewawczo na Stinga, ale ten dał znać, że jeszcze nic nie mają.
Wtedy coś się zadziało. Na ekranie pojawiły się prześwity, zupełnie jakby kamera zakryta była jakimś cienkim, ciemnym materiałem, a w pomieszczeniu zapalono światło. Zaczęli być pewni, że słyszą jakąś przerażoną dziewczynę.
Ktoś z impetem zerwał nakrycie. Oczom zebranych ukazała się Juvia, przywiązana grubymi linami do szerokiego krzesła. Miała zakneblowane usta. Cała twarz nosiła ślady brutalnego pobicia, a z rany na czole sączyła się krew. W niebieskich oczach połyskiwały perliste łzy.
— Juvia! — odezwało się kilka głosów na raz.
Lockser podniosła wzrok i skupiła go na ekranie komputera, który znajdował się przed nią. Zawyła głośno, szarpiąc się na starym meblu. Błagała o pomoc.
— Juvia! Gdzie jesteś?!
Dziewczyna próbowała wypchnąć z ust knebel, ale jej walka została przerwana. Znieruchomiała, wpatrując się w coś ponad kamerą. Zmrużyła powieki i zaczęła nerwowo kręcić głową; wpadała w coraz większą rozpacz.
Nie mogę wam dać zbyt dużo prywatności… Sami rozumiecie.
W kadrze pojawiła się wysoka kobieta, która stanęła tuż za Juvią. Wsparła dłonie na jej ramionach, obsypując dziewczynę długimi, rubinowymi włosami. Lockser sprawiała wrażenie, że sam dotyk oponentki zadawał jej niewyobrażalny ból. Była spanikowana i wyczerpana. Zbyt słaba, by walczyć.
Silna z niej dziewczyna. Nie dziwię się, że to akurat ją wybraliście do odnalezienia nas — prychnęła kobieta, przejeżdżając palcami po policzku Juvii. — Obawiam się jednak, że już długo tak nie wytrzyma. Zastanawiam się, czy ją oszczędzić i sprawdzić, czy uda wam się ją uratować, czy może zabić już teraz, żeby popatrzeć na waszą determinację.
Lockser głośno zawyła, kiedy jej oponentka chwyciła ją za włosy i mocno pociągnęła.
Jej towarzysz nie miał tyle szczęścia — zaśmiała się, puszczając dziewczynę. — Kiedy kilka minut temu wychodziłam z jego pokoiku zabaw, chyba wydawał ostatnie tchnienie.
Lucy skupiła wzrok na twarzy swojej porwanej przyjaciółki. Nagle wymalowała się na niej jeszcze większa trwoga. Zaczęła wierzgać, jakby ją coś opętało. Heartfilia od razu doszła do wniosku, że się nimi bawili. Oboje musieli być przerażeni i zupełnie nieświadomi tego, co działo się z drugim. Nie mogli nawet na siebie liczyć.
Jestem Eileen Belserion. To mnie szukacie — powiedziała kobieta, dotykając palcami swojej piersi. — I mam dla was świetną zabawę. Jeżeli uda wam się na czas, być może ta piękna istotka przeżyje. Ach, nie wysilajcie się, nie namierzycie nas.
Sting poderwał wzrok, po czym spojrzał na laptopa. Przeszedł go okropny dreszcz; miał wrażenie, że jej słowa skierowane są prosto do niego, choć nawet nie mieścił się w kadrze.
Po naszym ostatnim mailu raczej zorientowaliście się, że bez problemu możemy manipulować danymi.  
Kobieta obeszła Juvię, która nie dawała za wygraną, i nachyliła się do kamery.
August przygotował dla was bardzo prostą zagadkę. — Uśmiechnęła się słodko i popatrzyła na kogoś, kto stał za komputerem. — Powodzenia. Niech czas wam sprzyja.
Nim ekran zgasł, wszyscy zdążyli zobaczyć, jak Lockser wypluwa z buzi materiał. Wzięła głęboki wdech i korzystając z resztek pozostałych sił, wykrzyczała imię Fullbustera, na co Eileen wpadła w szał. Połączenie zostało zerwane.
Kiedy wszyscy zamilkli, na ekranie pojawił się ciąg losowych liter. Nikt nie odważył się poruszyć, dopóki Erza z całej siły nie kopnęła w pobliskie krzesło. Mebel przeleciał przez pół sali, robiąc przy tym niewyobrażalny huk.
— Co oni im zrobili… — wymamrotał Jellal.
Wyglądał, jakby wpadł w jakiś trans.
— Juvia była w strasznym stanie…
— Co z Grayem?
— Myślicie, że go zabili?
— Mogliby to zrobić… Zawsze był mocny, inne organizacje go nienawidziły…
— ZAMKNĄĆ SIĘ!
Ryk Laxusa, który poderwał się na nogi sprawił, że wszyscy poczuli się mali jak mrówki. Szef skrył twarz w dłoniach i wziął głęboki wdech.
— Nie spocznę, póki ich nie odzyskamy — warknął, złowrogo na wszystkich łypiąc. — Choćby, kurwa, martwych. Nie zostawimy naszych ludzi, rozumiecie?!
Lucy zacisnęła dłonie w pięści i popatrzyła na ekran komputera. Czuła, jak wszystkie wnętrzności podchodzą jej do gardła. Nie mogła uwierzyć, że jej najbliższa przyjaciółka przechodziła właśnie przez to samo piekło, przez które musiała przebrnąć ona. Nie… Juvia miała stokroć gorzej.
— Słuchajcie! — Głos Stinga wypełnił organizację. Eucliffe stanął naprzeciwko laptopa Levy. — Nie kłamała. To naprawdę proste.




Dzień wcześniej...


— Zdechnij w końcu!
Już bolały go pięści. Ilekroć nie uderzył Graya, ten wciąż podnosił się na nogi. Przytłaczało go to. Czuł, że imię niezłomnego Ajeela Ramala, zostało oplute przez zwykłego śmiecia z jakiejś podrzędnej organizacji.
— Gdzie jest Juvia? — wychrypiał Fullbuster.
Ajeel miał tego dosyć. Błagał Augusta o to, by pozwolił mu go w końcu zabić, jednak ten
głupi starzec wciąż powtarzał, że Gray mógł posłużyć im jako karta przetargowa. Ta dziewczyna, która wylądowała pod skrzydłem Eileen, nie miała zamiaru dać się złamać. To nieco psuło im szyki; wiedzieli, że ludzie z Fairy Tail byli mocni, ale wkurzało ich to, że trafili akurat na tak okazałą dwójkę.
— Tch. — Miał ochotę napluć ofiarze w twarz. — Już ci mówiłem. Ta suka gryzie piach. Pogódź się z tym!
Gray nie wytrzymał. Ubrany jedynie w spodnie, ciężko pobity, postrzelony i zmarznięty, rzucił się na niego, mimo związanych rąk. Był na przegranej pozycji, wiedział o tym. Ale nie mógł przecież pozwolić…
— Pozabijam was — wycedził przez zaciśnięte zęby.
Ajeel zaśmiał się cierpko i odepchnął chłopaka. Fullbuster runął na mokrą podłogę i zawył z bólu. Naprawdę był u kresu sił.
Ramal sięgnął po wiadro, w którym znajdowało się jeszcze trochę lodowatej wody i bez skrupułów oblał nim chłopaka. Rzucił je na ziemię i wyszczerzył zęby.
— Skoro nie mogę cię zwyczajnie zajebać, mam nadzieję, że wykończy cię zapalenie płuc. Do jutra. Wpadnę o tej samej godzinie co zawsze.
To działo się już od kilku dni. Gray stracił rachubę. Nie wiedział, ile minęło czasu. Kiedy była noc, a kiedy dzień. Czy ziemia była skąpana w promieniach słońca, czy też światu doskwierał mu chłód.
Za każdym razem kiedy zamykał oczy, pojawiał się obraz przerażonej Juvii, którą siłą wyciągnęli z tego pomieszczenia. Nie wiedział, czy szalał z samotności czy przez niewiedzę. Cholernie bał się o życie Lockser. Jedni mówili mu, że była martwa, inni, że świetnie się z nią bawią. Czuł się poszarpany. Jakby stado wilków porozrywało jego serce i duszę na kawałki.
Nie mógł jednak dopuścić do tego, by go złamali. By uwierzył w te wszystkie słowa. Skoro jego utrzymali przy życiu, to znaczyło, że Juvia również musiała być cała. Jako szpieg była stokroć bardziej wartościowa. Bawili się nimi, był tego pewny. Próbowali owinąć sobie wokół palca i wyciągnąć wszelkie informacje, a życie drugiego sprawdzało się przy szantażu emocjonalnym.
— Kurwa… — syknął, czując ból w okolicy żeber.
Miał spętane ręce i był cały mokry. W podziemiach panowało doskwierające zimno. Nieprzyjemne dreszcze wstrząsały jego ciałem, nie mając litości. Oparty czołem o zalaną, kamienną podłogę, próbował nie odejść od zmysłów. Zaczął się zastanawiać, czy gdyby to Lyon pojechał na to zadanie, sprawy potoczyłyby się inaczej.
Uniósł się lekko. Kałuża wody, spływającej po jego ciele, zabarwiła się lekko od krwi. Bał się, że dłużej już nie wytrzyma. Utrzymywał się na skraju sił i świadomości. I zupełnie nic nie mógł z tym zrobić.
Starając się ignorować ból, spróbował się podnieść. Pragnął przejść w jakieś suche miejsce. Po kilku minutach morderczej walki z obolałym i skostniałym ciałem, ulokował się w kącie pomieszczenia, na starych szmatach, które w minimalny sposób odcięły go od lodowatego podłoża. Oparł skroń o ścianę i przymknął powieki, czując ogarniającą go senność. Ciężka głowa, jakby stworzona z ołowiu, opadała w dół, spychając go na skraj przytomności.
Do zmęczonego umysłu wdarł się nagle huczny dźwięk. Otworzył oczy i zaczął rozglądać się wokół, chcąc odnaleźć jego źródło. Dopiero po kilku chwilach dotarło do niego, co właściwie usłyszał.
— Juvia… — wyszeptał strwożony, zrywając się na nogi.
Nabrał rozpędu i uderzył barkiem w drewniane drzwi. Był pewny, że ktoś strzelał. Modlił się, by to nie Juvia stała naprzeciwko lufy. Walił w wyjście, głośno wzywając jej imię, ale wycieńczenie nie pozwoliło mu na długą walkę. Osunął się w dół, czując napływające łzy.
Bał się. Tak cholernie się bał.
Czas płynął, a on wciąż klęczał przed wejściem i zanosił się od płaczu, porażony własną bezradnością. Pragnął wybudzić się ze straszliwego koszmaru; dowiedzieć się, co z Juvią a przede wszystkim zwyczajnie chciał się stamtąd wydostać, bo naprawdę nie śpieszyło mu się do grobu.
Szczęk zamka zwrócił jego uwagę. Nie zdążył się odsunąć, a ktoś z impetem pchnął drzwi. Uderzyły go, posyłając na ziemię. Lekko zamroczony próbował skupić wzrok na sylwetce, która pojawiła się w przejściu. Kiedy w końcu się udało, w milczeniu wpatrywał się w pomarszczoną twarz starca. August stał w miejscu i obserwował go z uwagą, w końcu wyciągając coś zza pleców. Gray powiódł wzrokiem za kawałkiem szmaty, którą intruz rzucił w jego kierunku.
Fullbuster bardzo szybko połączył fakty; biała koszulka z szarym nadrukiem przedstawiającym wilka. Juvia dostała ją od Lucy na zeszłe urodziny. Teraz jednak zdobiła ją niewielka dziura i wielka, czerwona plama.
Czuł, jak ogarniają go jakieś spazmy. Szum w głowie, zwiotczałe mięśnie. Serce chciało wyrwać się z piersi, naprzemienne fale gorąca i zimna przebiegały przez jego ciało jak stado galopujących koni.
— Na ciebie też przyjdzie kolej. — Usłyszał zniekształcony głos, przebijający się do jego świadomości. — Chyba że zaczniesz współpracować.
Gray zaczął krzyczeć. Zdzierał struny głosowe, próbując uwolnić spętane dłonie, lecz nie był w stanie wygrać ze sznurami i ranami, jakie zdążyły mu one wyrządzić. Nie potrafił przypisać doskwierających mu emocji, to żadnych znajomych uczuć. Ból rozrywający klatkę piersiową był niemożliwy.
— Ucisz go — szepnął August, wycofując się z pomieszczenia. — Mam dosyć tego jazgotu.
Fullbuster jeszcze przez kilka chwil walczył z oddechem, wpatrując się w zakrwawioną koszulkę. Ostatnim, co zobaczył, była kolba pistoletu, która po zderzeniu z jego głową, skutecznie pozbawiła go przytomności.




Nie wiedział, ile czasu minęło.
Obudził się z potwornym bólem głowy, cały skostniały. Bał się poruszyć; najmniejszy gest sprawiał mu naprawdę wiele cierpienia. Kiedy jego skroń przylegała do lodowatej, kamiennej posadzki, wzrok pozostawał zawieszony na materiale koszulki, która leżała na ziemi, tuż przed jego twarzą. Kolejne łzy wypływały z jego oczu, ale nie wydawał z siebie najcichszych dźwięków.
Poddał się.
Było mu już wszystko jedno. Czekał jedynie na to, aż ktoś ponownie go odwiedzi, a wtedy zwyczajne da się zabić. Jego życie i tak dobiegło końca w momencie, kiedy August uświadomił go, że Juvia była martwa. Żałował jedynie, że nie zdążył jej przeprosić i powiedzieć, że naprawdę szczerze ją kochał.
Po tym, jak minęła kolejna godzina, w końcu usłyszał, że ktoś się zbliżał. Szybko rozpoznał głosy, należące do starca i jego wspólniczki, Belserion. Kiedy drzwi się otworzyły, do środka wszedł jedynie August w towarzystwie Ajeela i kilku nieznajomych mężczyzn.
— Mówiłem ci, śmieciu — warknął Ramal, odrywając od podłogi wątłe ciało Graya. — Ona już dawno nie żyła.
Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Fullbustera sprawił, że August wydawał się radośniejszy. Rozkazał, by wyprowadzić chłopaka z zimnego pomieszczenia, po czym poprowadził ich na górę. Gray nie wiedział, dokąd się kierowali. Znał jedynie skrawek podziemnego korytarza, przez który prowadzono go do prowizorycznej łazienki.
Powłóczył nogami, chwiejąc się na boki. Opuchnięta twarz i zaschnięta krew sprawiały, że mijani ludzie przyglądali mu się z uwagą i głośno szydzili. Czuł się jak śmieć. Przegrana kupa gówna, której jedynym celem była śmierć.
— Gdyby Fairy Tail nie wtykało dalej nosa w nie swoje sprawy, to wszystko by się nie wydarzyło — wymamrotał August, idący obok niego. Miał splątane na nerkach dłonie i kroczył z podniesioną głową. — Sami spisaliście się na straty.
Gray milczał. Nawet gdyby chciał mu odpysknąć, graniczyło to z cudem. Jego ciało pozbawione było wszelkich sił.
— Daję ci słowo, szczeniaku — kontynuował starzec — jeżeli będziesz współpracować, po wszystkim puścimy cię wolno i damy pół godziny przewagi. Jeżeli masz szczęście, to może uda ci się uciec.
Fullbuster zwrócił uwagę na Belserion, która ich wyprzedziła i udała się do jakiegoś pomieszczenia. Miał ochotę złapać ją za głowę i roztrzaskać o ścianę. Był pewny, że to ona wydała wyrok na Juvię. Nie mógł pozbyć się z głowy tej natrętnej myśli.
Kiedy jego wzrok beznamiętnie błądził po sylwetkach mijanych ludzi, coś go zainteresowało. A dokładniej ktoś. Jakaś postać, która na jego widok schowała twarz w cieniu kaptura bluzy. Stała w miejscu, jakby bojąc się, że jakiś większy ruch ją zdradzi. Intuicja Graya podpowiadała mu, że rozmazująca się w jego oczach sylwetka była mu znajoma. Porzucił jednak te myśli, kategoryzując je jako zwyczajne majaki.
Ajeel wciągnął go do ciemnego pokoju. Było tam nieco cieplej i mniej obleśnie niż w piwnicach. Posadził go na starym krześle i nawet nie kwapił do tego, by go związać. Stan Graya nie pozwalał nawet na wyobrażenie jakichś ruchów.
— Zadam ci teraz kilka pytań. — August poprawił kołnierz płaszcza i westchnął, dając wszystkim do zrozumienia, że wcale a wcale nie chciało mu się tam być. — Wiemy, że po unicestwieniu Zerefa, Laxus i Sting postanowili zająć się wszystkimi dokumentami, jakie znaleźli w tamtej kryjówce. Czy one nadal się gdzieś znajdują, czy postanowiliście je zniszczyć?
Gray w milczeniu wpatrywał się w podłogę. Czuł, że znowu jest na skraju świadomości. Ból i zimno nie dawały mu spokoju nawet na chwilę, tak samo jak ten okropny ciężar, ciągnący w dół powieki. Nie znał odpowiedzi na zadane mu pytanie. Nawet gdyby tak było, nie dałby im jej. Czekał jedynie na kolejne ciosy, które miały go zmusić do mówienia. Te jednak nie nastąpiły. Nabrał pewności, że Ajeel nie był już taki porywczy w obecności swojego szefa.
— Gray, ja jestem naprawdę cierpliwym facetem — powiedział starzec, ponownie wzdychając. — Poczekam. Nie każ mi jednak tego robić zbyt długo, bo będę zmuszony użyć wobec ciebie innych środków perswazji.
Spojrzenie Fullbustera pozostawało jednak utkwione w ziemi.
Żałosne, pomyślał. Najbardziej denerwował się o to, że pojechał za Juvią na tę misję, bo z całych sił pragnął ją odzyskać. Tymczasem stracił ją już nieodwracalnie. Jej cenne życie zostało odebrane głównie z jego winy. Gdyby wcześniej się otrząsnął, wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Mógł ją uratować, mógł w końcu powiedzieć, że naprawdę nie potrafił bez niej funkcjonować. Że czuł się niekompletny i pusty, kiedy nie było jej w pobliżu.
— Gray?
Poderwał wzrok, pewny, że słyszy znajomy głos. Popatrzył na Augusta a potem na sylwetkę, rysującą się w kącie sali.
Choć wiedział, że to zwykłe halucynacje, jego serce prawie wyrwało się z piersi. Juvia siedziała na starej skrzyni. Wyglądała całkowicie normalnie, gdyby nie ta obficie krwawiąca dziura w jej piersi.
— Głupio wyszło, co? — Słodki szept, który tak bardzo zawsze cenił, wbijał w jego umysł setki małych szpilek. — Wiesz, mimo wszystko wciąż wierzyłam, że się opamiętasz.
Przełknął ślinę. Czuł na sobie palące spojrzenie swoich oprawców, jednak ich głos został zupełnie zagłuszony.
— Nie chciałabym jednak, żebyś dołączył do mnie po tej stronie — zażartowała, oplatając palec kosmykiem włosów. — Dużo lepiej czułabym się, gdybyś się zebrał i stąd uciekł. Nasi przyjaciele pewnie niedługo się tutaj pojawią. Ale jak wciąż będziesz się stawiał, mogą nie zdążyć cię uratować. Więc zabaw się z nimi Gray. Wyciągnij ich w jakąś gierkę.
Nie mam siły, odpowiedział w myślach. Ochoty również. Mogli go zabić w każdej chwili. Jednym ruchem. Gdyby miał jakąś broń, może jeszcze by mu się udało. Był także za bardzo skołowany, by próbować ich przechytrzyć. Dlaczego więc jego otumaniona świadomość podpowiadała mu, by się droczyć?
— Rusz się, sukinsynu! To, że ten staruch ma dużo czasu, nie znaczy, że ja też!
Głos Ajeela wdarł się do jego głowy, wymazując sylwetkę Juvii. Gray zaczął się zastanawiać. Co jeżeli to oni wciągali go w jakąś gierkę?
— G-gdzie jest Juvia… — wychrypiał, próbując skrzyżować wzrok z Augustem.
Zaskoczony starzec uniósł brew. Nie spodziewał się, że jego ofiara na nowo zacznie swoją bezcelową walkę.
— Gryzie piach — warknął Ajeel. — Sam widziałeś.
Fullbuster skupił się jednak całkowicie na starcu. Pamiętał, jak kiedyś Jellal uczył go odczytywać ludzkie intencje po najmniejszych gestach, jakie ludzie nieświadomie wykonują podczas odczuwania różnych emocji.
— Gdzie ona jest? — powtórzył swoje pytanie nieco pewniej.
— Jeżeli chcesz kolejnych dowodów, mogę ci ja tu zacząć przynosić w kawałkach. — Ramal nie dawał za wygraną.
A to jedynie skłaniało Graya do kolejnych refleksji.
August westchnął i odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi. Opuścił pomieszczenie, każąc Ajeelowi zostać z chłopakiem. Kiedy tylko zniknął, Fullbuster poczuł, jak posłuszna aura pozostałego z nim mężczyzny zamieniła się w złowrogą.
— Słuchaj, jak nie zaczniesz gadać, to zgotuję ci piekło — syknął, stając naprzeciwko. — Nie mamy czasu na cackanie się z tobą.
Gray analizował. Miał wrażenie, że zwracało mu to jakąś trzeźwość umysłu. Nawet kiedy spory nóż myśliwski zawisł przed jego oczyma, wciąż odczuwał nienaturalny spokój.
— Ogłuchłeś?
Jeżeli istniał chociaż cień szansy, że Juvia żyła, musiał ją odnaleźć. Choćby miały być to ostatnie słowa, jakie w życiu wypowie, musiał to zrobić. Musiał powiedzieć prawdę prosto w jej oczy.
— Daję ci ostatnią szansę — warknął Ajeel. — Gdzie są te dokumenty?
Gray otworzył usta.
Zamykając powieki, nabrał w płuca dużo powietrza. Pragnął spokoju i chwili na to, by zebrać myśli do kupy. By zrobić cokolwiek.
Wtem, niczym huczny strzał armaty, przez ścianę przebił się rozpaczliwy wrzask. Ten głos rozpoznałby dosłownie wszędzie. Tylko ona tak pięknie mogła wypowiadać jego imię.
Ajeel popatrzył w stronę drzwi, a potem na swoją ofiarę. Miał wrażenie, że w opustoszałym spojrzeniu Graya pojawiła się jakaś iskra. Oczy na nowo spowiła głęboka czerń, a otaczające go powietrze, jakby zgęstniało. Ramal stęknął krótko, uświadamiając sobie w jednej chwili kilka rzeczy.
Gray złączył stopy i siedząc wciąż na krześle, podciągnął pod brodę kolana, zaraz z impetem je prostując. Uderzył podeszwami butów w piszczele oprawcy, który runął twarzą w dół. Choć wymagało to od niego kosmicznego wysiłku, zaraz podniósł się na nogi i, zebrawszy w sobie resztki energii, kopnął głowę Ajeela. Gdy zamroczony mężczyzna jęczał coś pod nosem, wyrwał mu nóż i złapał za włosy.
— Zawszę dotrzymuję słowa — wycedził jadowicie przez zaciśnięte zęby, zatapiając stal w krtani mężczyzny. — Wytnę was co do jednego.
Lepka krew zaczęła tryskać z przebitej tętnicy. Gray dźwignął się niepewnie na nogi. Doczłapał do ściany i oparł się obok drzwi. Sprawdził magazynek i oparł potylicę o chłodną powierzchnię.
— Błagam, wytrzymaj — wyszeptał.
Wiedział, że szarża nie wchodziła w grę. Był osłabiony i samotny. Jedyne, co mógł zrobić, to nie dać się złapać, a po drodze eliminować ich jeden po drugim. Wiedział, że jego szanse były niewyobrażalnie małe, jednak kiedy przed jego oczyma pojawił się wizerunek Natsu, zrozumiał, że nie może być od niego gorszy.
— Juvia, wytrzymaj — jęknął, spazmatycznie oddychając.
Bał się. Jeszcze bardziej niż wcześniej. Jej krzyk upewnił go w tym, jak próbowano go oszukać. Presja, jaka zaczęła nim rządzić, była przerażająca. Musiał uratować Lockser za wszelką cenę. Sęk w tym, że jeżeli miało mu się to udać, to nie mógł dać się zabić.




— Dokąd mnie znowu zabieracie?! Gdzie jest Gray?!
— Już ci mówiłam, mała suko, że twój chłoptaś jest martwy.
Eileen ciągnęła dziewczynę za ramię. Kilka nieznajomych twarzy wychylało się z pomieszczeń, przez wabiący głos spanikowanej Juvii.
— Nie wierzę ci — wycedziła Lockser. — Gray nie dałby się tak szybko zabić. Nie wierzę w to! Nie wierzę!
Belserion szarpnęła ją i pchnęła na ścianę. Nie wyglądała już na tak opanowaną, na jaką kreowała się wcześniej. Powoli traciła cierpliwość; żadne z porwanej dwójki nie dawało się złamać. Potrzebowali tych dokumentów. Większość informacji była zaszyfrowana, ale wiedzieli, że  to kwestia czasu, aż Fairy Tail dobierze się do wszystkiego lub przekaże to policji. Plan, nad którym pracowali razem z Zerefem od wielu lat, mógł spalić na panewce.
— Daję ci ostatnią szansę — wyszeptała, zamykając powieki. — Jeżeli powiesz nam, kto ma te cholerne papierzyska, albo gdzie je przetrzymujecie, wypuszczę cię.
— Nie licz na to.
Belserion bez namysłu uderzyła Juvię w twarz. Pięść zatopiła się w jej policzku na tyle mocno, że dziewczyna doznała wrażenia pękających kości. Runęła na ziemię, odruchowo chwytając za obolałe miejsce. Popatrzyła wyzywająco w oczy Eileen. Wiedziała, że w grę nie wchodziła żadna wolność. Ujawnienie informacji o przechwyconych dokumentach równało się ześmiercią. Jeżeli miała się stamtąd wydostać, jedynym sposobem na stworzenie sobie do tego szansy było przeciąganie tej farsy.
— Chcesz umrzeć? — zapytała kobieta.
Lockser nie odpowiedziała. Jej oprawczyni rozejrzała się i kiedy dostrzegła kogoś stojącego nieopodal przywołała go do siebie.
— Zabierz ją z powrotem do celi — warknęła i odeszła, wściekle uderzając stopami o kamienną posadzkę.
Zakapturzony gość, któremu Juvia nawet się nie przyjrzała, oderwał ją od ziemi. Kiedy szli do wyznaczonego miejsca, lekko popychał ją w przód, zupełnie tak, jakby nie chciał, aby go zobaczyła.
Pulsujący policzek sprawiał, że wzrastało w niej rozdrażnienie. Powoli przesłaniało uczucie strachu czy smutku. Próbowała zapamietywać wszelkie szczegóły, podczas każdego wyprowadzania jej z tego małego, obskórnego pomieszczenia. Mogła się stamtąd wydostać, ale nie powinna dać im do zrozumienia, że ma takie plany. Najważniejszym jednak było to, by odnaleźć Graya.
Mężczyzna wepchnął ją do środka i zamknął drzwi. Westchnęła głośno, patrząc na niewielkie okienko, umieszczone w ścianie naprzeciwko. Grube kraty były nie do zwalczenia, jednak mogła przez nie dostrzec skrawek pomarańczowego nieba. Jedyne źródło myśli o tym, że aby móc jeszcze kiedyś podziwiać firmament w całej jego okazałości, musiała uciec.
— Jesteś uparta.
Zlękniona odwróciła się gwałtownie w tył. Ten człowiek zamknął się razem z nią, czego początkowo nie wyczuła. Zamroczona zmęczeniem i głodem, przyglądała mu się przez chwilę, w myślach przeklinając cholerny kaptur. Jednak im dłużej jej wzrok pozostawał utkwiony w jego sylwetce, tym bardziej wydawało jej się, że była jej znajoma. Zachrypnięty głos obijał się w jej wspomnieniach, ale nie mogła go nikomu przypisać.
Milczała, oczekując dalszych ruchów. Spinała mięśnie, przerażona tym, czego mógł od niej chcieć. W końcu ściągnął kaptur, ujawniając swoje oblicze i uśmiechając się do niej.
— Lyon? C-co jest… — wyszeptała, przełykając ślinę. — Co ty tutaj robisz?
Vastia wsunął dłonie do kieszeni czarnej bluzy i wpatrywał się w dziewczynę. Pokerowa twarz nie pozwalała odczytać żadnych intencji, a Lockser miała wrażenie, że zaufanie mu w tamtej chwili mogło skończyć się dla niej tragicznie.
— Szpiegujesz? — zapytała, próbując uspokoić oddech. — Czemu nikt mi nie powiedział, że mamy wtykę?
— Posłuchaj, Juvia — mruknął podchodząc bliżej. Wyciągnął rękę i chwycił kosmyk niebieskich włosów. — Jeżeli będziesz się trzymać blisko mnie i mnie słuchać, nie zrobią ci krzywdy.
— Pomożesz mi uciec?
Irytujący śmiech wypełnił pomieszczenie.
— Nie. Po prostu postaram się, aby nikt nie zrobił ci krzywdy. Rozumiesz nasz układ?
— Lyon? — Zaczęła się wycofywać.
— Powiedz mi, gdzie są te dokumenty. A ja pomogę ci przeżyć.
— Zdrajca! — ryknęła, obdarowując go soczystym uderzeniem w twarz. — Jak możesz?! Ufaliśmy ci! Jura ci ufał! Ty podła szumowino!
Vastia chwycił ją mocno i rzucił na materac starej pryczy. Kiedy próbowała się wyrwać, usiadł na niej okrakiem i chwycił za ręce, które przyszpilił po obu stronach jej głowy.
— Próbuję uratować ci życie…
— Tak? — syknęła, wciąż się szamocząc. — Od jak dawna z nimi jesteś?! Wiedzieli o tym, że ich śledzimy! Wiedzieli wszystko, prawda?! Ty draniu!
Odpowiedział jej tylko nieprzyjemnym uśmiechem.
— Dlatego tak uparcie chciałeś z nami współpracować… Chciałeś mnie im wystawić na tacy, tak?
— Dokładnie tak. Dlatego podpowiedziałem Levy tamten motel. — Cmoknął ustami i puścił ją, kiedy się uspokoiła. — Niestety ten kretyn, Gray, popsuł mi trochę plany. Co prawda, upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, ale gdybym to ja z tobą był… Nie skończyłabyś tak, jak teraz.
— Gdzie on jest? — zapytała, zaciskając zaraz mocno szczęki.
Była wściekła. Czuła do tego chłopaka tak niewyobrażalne obrzydzenie, że zbierało jej się na wymioty. Ufała mu. Choć całe życie ścierali się z Fullbusterem, który był do niego nieco uprzedzony, uważała go za kompana. Wierzyła mu, polegała na nim, tymczasem Lyon okazał się być obrzydliwą gnidą.
— Nie wierzę, że po tym wszystkim, co zrobił ci ten frajer, wciąż o nim myślisz.
— Może i złamał mi serce, ale nigdy nie pozwoliłby mnie skrzywdzić — warknęła, ostrzegając go o tym, że naprawdę była u kresu. — Może jest dupkiem, ale…
— Ale co? Powiesz mi, że jest wspaniałym przyjacielem? To trochę przykre, Juvia, przecież zawsze chciałaś, żeby był kimś więcej.
Prowokował ją. Nie miała pojęcia, czego oczekiwał. Takim gadaniem na pewno nie był w stanie wyciągnąć z niej informacji, jakich potrzebowali Eileen i August. Nabierała wrażenia, że sytuacja, która właśnie miała miejsce, była całkowicie osobistą pobudką Lyona.
— Zawsze był kimś ważnym i nic tego nie zmieni — wyszeptała, zaskoczona tym, z jaką łatwością udało jej się to zrobić.
Nieistotne, co działo się przez ostatnie tygodnie. Gray był kimś, bez kogo istnienia nie potrafiła wyobrazić sobie życia. Nieodwzajemniona miłość nie robiła z niego nikogo złego, choć sprawiało jej to wiele bólu.
— A przede wszystkim nigdy nie udawał kogoś, kim nie jest!
Uderzyła pięścią prosto w jego nos. Odchylił się do tyłu, co wykorzystała na ucieczkę. Była gotowa zacząć krzyczeć, byleby przyszedł do nich ktokolwiek i go stamtąd zabrał. Nim jednak dobiegła do drzwi, dopadł ją. Chwycił mocno za włosy i szarpnął w tył, rzucając o podłogę.
— Już dawno znudziła mnie walka w dobrej sprawie. — Ostatnie słowa wypowiedział dosyć ironicznie, zaznaczając w powietrzu cudzysłów. — Kiedy zastanawiałem się, co ciekawego mógłbym zmienić w swoim życiu, wpadłem na Eileen. Zagroziła mi, że mnie zabije, chyba że podejmę się współpracy. — Zaśmiał się i kucnął przy dziewczynie. Dotknął jej podbródka. — Nawet nie umiem opisać jej zaskoczenia, kiedy natychmiast się zgodziłem. I wiesz co? Nie żałuję. Nie żałowałem nawet przez chwilę.
— Gdzie ty masz honor, popaprańcu?! — syknęła, odsuwając się. — Zdradzałeś wszystkich swoich towarzyszy. Wynosiłeś informacje na nasz temat i oddawałeś w ręce ludzi, którzy jedynie pragną naszej śmierci. To ci daje satysfakcję?
— Będąc po tamtej stronie barykady, by stać się uznanym, trzeba się starać o to, by być najlepszym. Tutaj nie muszę robić nic specjalnego.
— No tak, bycie żmiją, to nic trudnego.
— Juvia — szepnął pochylając się nad nią — zrozum, to jest lepsze życie. A jeżeli zgodzisz się mnie słuchać, ja ci je ułatwię jeszcze bardziej. Możemy być wspaniałymi partnerami… nie tylko jako współpracownicy.
— Rzygać mi się chce, jak na ciebie patrzę, gnoju.
Miała ochotę napluć mu w twarz. Podniosła się i usiadła na łóżku, postanawiając nie zwracać na niego uwagi. Chciała się skupić, wymyślić jakikolwiek plan działania. Jej priorytetem było odnalezienie Graya. Nie wierzyła w to, że mogli go zabić i nie potrafiła zwyczajnie stamtąd uciec, nie upewniając się.
— Gdzie on jest? — zapytała, kiedy Vastia postanowił ją opuścić.
Chłopak zatrzymał się tuż przed drzwiami. Nie odwrócił się do niej.
— Już ci mówiłem. Nie żyje — odparł, chwytając za klamkę.
— Słabo kłamiesz. Kilka minut temu nie zaprzeczałeś. — Westchnęła, kładąc się na łóżku. — Jednego jestem pewna, Lyon. Całe życie z nim przegrywałeś… tym razem będzie tak samo.
Odwrócił się gwałtownie, zaciskając szczęki. Oczekiwała tego, że zwyczajnie do niej podbiegnie i ją uderzy. Było jej już wszystko jedno, skoro od kilku dni zbierała kolejne baty.
Tymczasem Vastia opuścił pomieszczenie bez słowa. Lockser zawiesiła wzrok na okienku i zaczęła się zastanawiać, czy rzeczywiście miała jakieś szanse.




Lucy wpatrywała się w nawigację, przymocowaną do przedniej szyby auta. Dłonie bolały ją od nieustającego wyginania palców. Zdenerwowanie i strach dawały się we znaki wszystkim, którzy podążali właśnie tą samą drogą.
Natsu zerknął na nią kontrolnie i pogłaskał po głowie.
— Nie martw się — mruknął, skupiając wzrok na drodze. — Znasz Graya od dziecka. Wiesz, że nie da się zabić, ani nie pozwoli skrzywdzić Juvii.
Heartfilia westchnęła. To nie był film. Gray nie był niezniszczalnym zabójcą, który był w stanie powalić na ziemię setkę ludzi w pojedynkę. Musiałby się zamienić w jakiegoś podstępnego wirusa, przedostającego się z jednego organizmu do drugiego, po cichu posyłając kolejne dusze do nieba. Dlatego jedynym, co jej pozostawało, była złudna wiara w to, że zwyczajnie jeszcze nikt ich nie zabił.
— Myślę, że jest sprytny. — Sting położył dłoń na jej ramieniu, siedząc z tyłu, razem z Rogue’em. — Wykiwa ich. Też nie uważam, by miał się dać łatwo zabić.
— Słucham?
Głos Natsu zwrócił ich uwagę. Wpatrywał się w drogę przed sobą, lewą ręką trzymając przy uchu komórkę. Lucy z przerażeniem doglądała tego, jak jego pozornie spokojny wyraz twarzy zaczął przeistaczać się w niepokój.
— Czyli element zaskoczenia psu w dupę — zaśmiał się ironicznie, po chwili zaciskając szczęki.
Sting wymienił z Cheneyem zdenerwowane spojrzenia. Lucy wyczekiwała momentu, aż Dragneel zakończy połączenie, lecz on w milczeniu nasłuchiwał swojego rozmówcy. W końcu krótko się pożegnał i rzucił telefon między nogi.
— Mamy ogon — warknął, zaciskając palce na kierownicy. — Jadą za nami już jakiś czas.
— Po co? — Lucy zmarszczyła nos. — Przecież i tak wiedzieli, że się pojawimy.
— Zakładam, że sprawdzają, z jakimi siłami będą musieli się zrównać.
— Bez znaczenia ilu ich będzie, my…
— Natsu, uważaj!
Jazgot Lucy jeszcze długo błąkał się po jego skołowanych myślach. Odwrócił wzrok w stronę bocznego okna, by dostrzec równający się z nimi samochód. Dostrzegł otwartą szybę, zza której wystawała połyskująca lufa pistoletu.
Bez namysłu chwycił ręczny hamulec i pociągnął go w górę. Tył samochodu odbił w lewo, by zaraz cała maszyna zaczęła się obracać. W międzyczasie kolejne naboje wbijały się w karoserię auta i rozbijały okna. Dragneel pochylał się mocno, lewą rękę trzymając na plecach Lucy.
Honda wpadła do ciągnącego się wzdłuż drogu rowu, uderzając bokiem o strzelistą sosnę. Natsu odczuł niesamowity ból, kiedy jego ciało odbiło się od wgniecionych drzwi. Początkowo słyszał jedynie drażniące szumy i pisk. Próbował skupić na czymś wzrok, jednak wszystko troiło się w oczach. Rozmazana sylwetka Heartfilii pozostawała w bezruchu.
— Lucy… — stęknął, przechylając się do przodu.
Zawroty głowy i uczucie nadchodzących torsji zupełnie go obezwładniły. Oparł czoło o kierownicę, wywołując ciągłe trąbienie samochodu. Nie mógł się ruszyć, a wiedział, że musieli stamtąd uciekać. Ich napastnicy zniknęli, prawdopodobnie ścigając resztę, ale zapach benzyny i iskry wydobywające się spod zniszczonej maski nie zwiastowały szczęśliwego żywota.
— Natsu!
Głos Stinga przywołał go, kiedy tracił świadomość. Poczuł lekkie szarpnięcia fotela i próbował nabierać głębszych oddechów. Odchylił się lekko i odwrócił twarz w stronę Lucy. Była nieprzytomna, a czerwona plama na jej twarzy nabierała ostrości.
— Natsu, budź się! Zaraz wylecimy w powietrze! Kurwa!
— Lucy… — wybełkotał, próbując odpiąć pas. — Wysiadaj i zabierz Lucy…
Sting czuł się jak w potrzasku. Wiedział, że siedzieli w bombie zegarowej. Otworzył gwałtownie drzwi i dosłownie wypadł na kupę suchych liści. Podniósł się chwiejnie na nogi i otworzył drzwi pasażera, za którymi znajdowała się Heartfilia. Wsunął się do środka, chcąc odpiąć pasy. Nieco się ożywił, widząc, że Dragneel powoli wracał do siebie. Problemem pozostawał wciąż nieprzytomny Rogue.
— Natsu, weź się w garść! Nie zdążę wyciągnąć was wszystkich.
Eucliffe chwycił Lucy pod kolanami i ostrożnie wyciągnął ją ze środka. Odszedł kilka kroków i ułożył na ziemi, po chwili sprawdzając puls. Żyła, jednak wciąż się nie budziła. Rana na głowie nie była głęboka, ale dziewczyna musiała naprawdę mocno uderzyć.
Kiedy usłyszał łoskot i dojrzał, że Natsu wyczołguje się ze środka, pobiegł z powrotem w tamtą stronę. Pomógł mu wyjść, po czym władował się na tylne siedzenia. Cheney na całe szczęście otworzył oczy.
— Sting…
— Nie gadaj, tylko wyłaź — warknął, rozpinając jego pasy. — Szybciej, bo nas rozpierdoli.
Rogue’owi chwilę zajęło zorientowanie się w sytuacji. Kiedy przód auta stanął w końcu w płomieniach, błyskawicznie zaczął walczyć z osłabionym ciałem. Sting musiał dokonać szybkiej oceny sytuacji. Wiedział, że jego kuzyn sobie poradzi, więc sam pognał w stronę bagażnika. Chwycił czarną torbę, w której znajdował się zapas ich broni i prędko się stamtąd ulotnił.
— Co z nią? — burknął Natsu, trzymając się za głowę. — Ja pierdolę, mam wstrząśnienie, jestem tego pewny.
— Jest nieprzytomna, ale żyje.
— Nie oberwała kulki?
— Nie wydaje mi się.
— Coś jedzie — wtrącił Rogue.
Eucliffe w trybie ekspresowym zrzucił torbę na ziemię i szybko ją otworzył, wydobywając ze środka dwa pistolety. Odbezpieczył je i skierował przed siebie, skąd zza pobliskiego zakrętu wytaczało się auto. Kiedy rozpoznał samochód należący do Erzy, odetchnął ciężko.
Gdy tylko się zatrzymali, drzwi maszyny się otworzyły. Ze środka wyszła blada jak ściana Erza, która od razu pobiegła w ich stronę. Zaczęła doglądać Lucy. Tuż za nią zjawili się Jellal i Gajeel.
— Dorwali nas… — wyszeptał Sting, choć było to oczywiste.
Podniósł wzrok, a uczucie niepokoju dopadło go niemalże natychmiast. Erza wpatrywała się tępo w twarz nieprzytomnej przyjaciółki. Natomiast Fernandez i Redfox patrzyli prosto na Rogue’a. Ich milczenie było niewyobrażalnie dotkliwe, a kiedy tylko Cheney się zorientował, wymienili zdruzgotane spojrzenia.
— Nie wiem, co powiedzieć… — Jellal podrapał się po karku, próbując ulokować gdzieś swój rozbiegany wzrok. — Naprawdę, nie wiem…
Sting upuścił broń na ziemię, czując, jak jego serce przestaje pompować krew. Dojmujący chłód przejął jego ciało, a w głowie pojawiła się tylko jedna myśl. Anaya.
— Ostrzelali waszą furgonetkę… Yukino… — Gajeel urwał wypowiedź, kiedy pod butami Cheneya niebezpiecznie zachrzęścił piach.
Sting wpatrywał się przed siebie. Choć przez ułamek chwili czuł niewyobrażalną ulgę, kiedy nie usłyszał imienia swojej partnerki, potem go tknęło. Wrzask Rogue’a przeszył cały otaczający ich las. Płacz kuzyna rozrywał jego serce na tysiące kawałków, a wizerunek jego przyjaciółki, który pojawił się w jego głowie, przyprawiał o odrętwienie.
Tak bardzo nie chciał, by Yukino albo Anaya z nimi jechały. Zabronił im, a one i tak postawiły na swoim. Gdyby tylko go posłuchały...
— Słuchajcie, my… Musimy jechać dalej — wyszeptała Erza. — Potrzebują nas tam. Takie działanie dało mi do myślenia. Nie ma ich zbyt wielu, więc próbowali nas wyeliminować po drodze. Nie możemy teraz zrezygnować, rozumiecie?
Eucliffe popatrzył ostrożnie na kuzyna, który nie wykonał nawet najmniejszego ruchu.
— Czy ktoś przy niej został? — zapytał, patrząc na Jellala.
— Tak — odparł, kiwając nerwowo głową. — Anaya i Rufus…
— Jak daleko to się stało?
— Może kilometr…
Rogue poderwał się z ziemi. Otarł rękawem brudną i mokrą twarz, bez słowa idąc w omawianym kierunku. Nikt nawet nie śmiał powiedzieć słowa.
— Czasem nienawidzę naszej roboty… — Gajeel wziął głęboki wdech. — Przykro nam. Wiemy, że…
— Nie. — Sting wciął się w zdanie, przełykając głośno ślinę. Zamrugał oczyma, odganiając łzy. — Nie potrzebuję tego. Nie chcę. Skupmy się na tym, co mamy do zrobienia. Nie możemy stracić więcej ludzi.
Fernandez przytaknął ruchem głowy. Od kiedy poznał Stinga, nie mógł wyjść z podziwu, jak dobrym liderem był, mimo tak młodego wieku. Laxus był dojrzałym mężczyzną, a wciąż gubił gdzieś swój profesjonalizm, którego nie brakowało szefowi Sabertooth.
Moment milczenia przerwał głośny huk. Auto Natsu w końcu poddało walkę z ogniem, który dostał się do baku. Gorący podmuch i nagły trzask sprawiły, że poupadali na ziemię. Natsu głośno wrzasnął, otoczony wzniesionym kurzem.
— Zbierajmy się stąd, kurwa mać! — Erza pomogła mu wstać.
Jellal wziął na ręcę Heartfilię i ruszył w stronę furgonetki. Gajeel pomógł Natsu wejść na jej tył i został tam, kiedy reszta dostała się do środka. Maszyna gwałtownie ruszyła, wymijając szerokim łukiem gorejący pożar. W milczeniu pokonywali kolejne metry, wyczekując ujawnienia się ich celu. Kiedy pomiędzy pniami drzew zaczął widnieć spory budynek, zatrzymali auto przy innych samochodach, gdzie czekała reszta.
— Co się stało?
Laxus podszedł do nich, widząc skołowanego Natsu.
— Jechali za nami i nas ostrzelali. Mamy ofiary — warknął Sting, wymijając go.
Podszedł do swoich ludzi, rzucając na ziemię torbę z bronią. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Dużo kosztowało go zachowanie zimnej krwi i nie wiedział, w którym momencie pęknie.
Dreyar po krótkim rozeznaniu poczuł gorycz porażki. Był pewny, że jak zwykle uda im się wyjść z akcji bez większego szwanku, tymczasem jeszcze nie wkroczyli, a zyskali pierwszego trupa. Widząc nieprzytomną Lucy, rozzłościł się jeszcze bardziej. Do tego Natsu wciąż narzekał na zawroty głowy, a to oznaczało, że nie będzie mógł brać udziału w walce. Dopadło go wrażenie, że powoli wszystko się sypało, a on nie miał na to żadnego wpływu.
— Wiedzą, że tu jesteśmy — mruknęła cicho Erza.
Mężczyzna skinął głową i przywołał do siebie obserwującą ich McGarden.
— Każ im się przygotować — mruknął do Scarlet, po czym zwrócił się do Levy. — Zostaniesz przy Lucy i Natsu? Ktoś musi ich pilnować.
Dziewczyna skinęła pokornie głową i wyminęła go. Laxus jeszcze przez chwilę stał w miejscu, aż w końcu wziął głęboki i głośny wdech, po czym ruszył w stronę szykujących się ludzi. Jego priorytetem było odbicie Juvii i Graya. Już dawno przestał traktować tych wszystkich młodzików jako swoich ludzi. Stali mu się bliżsi, niż podejrzewał, niemalże jak dzieci. Jeżeli coś zagrażało ich życiu, on czuł się w obowiązku do wyeliminowania tego niebezpieczeństwa.
— Chyba was popierdoliło! — Nagły krzyk Natsu, który przeszedł obok niego, nieco go wystraszył. Chłopak wciąż trzymał się za głowę. — Chcieliście iść beze mnie?
Dragneel przeszedł pomiędzy ludźmi i wzniósł wzrok prosto na budynek, przed który wytoczyło się sporo ludzi.
— Chodźmy po nich, nim będzie za późno.




Stał za drzwiami. Kiedy tylko otworzyły się z cichym zgrzytem, a mężczyźni weszli do środka, zatrzasnął je i doskoczył do pierwszego z nich. W mgnieniu oka poderżnął mu gardło i odrzucił na bok. Drugi ruszył na niego, wyrzucając do przodu pięść. Gray odbił kilka pierwszy ciosów, a kiedy nadarzyła się okazja, obdarował kolejną ofiarę partyzanckim kopniakiem. Skończył jak jego kolega.
Wiedział, że w końcu po niego przyjdą. Słysząc hałasy, dochodzące z korytarza, nabrał pewności, że coś się dzieje. Z tyłu jego głowy świtała myśl, że Fairy Tail w końcu przybyło. I choć przyszli mu pomóc, on sam postawił sobie dwa cele. Znaleźć Juvię i wydostać się z tego piekła, za wszelką cenę.
Uchylił drzwi i ostrożnie wyjrzał przez szparę. Ludzie biegali, wpadając na siebie i wymieniając ze sobą jakieś informacje, których strzępki próbował zrozumieć. Taki popłoch dawał mu szansę, żeby wtopić się nieco w tło. Odwrócił się i popatrzył na jednego z trupów. Podszedł do niego i z lekkimi trudnościami, zdjął czarną bluzę. Wciągnął ją na siebie i naciągnął na głowę kaptur, chowając do kieszeni dłoń, zaciskającą się na rękojeści noża.
Kiedy korytarz opustoszał, wyszedł, rozglądając się wokół. Intuicyjnie ruszył w kierunku, z którego go zaciągnęli. Czuł, że Juvia została zamknięta gdzieś w podziemiach, i tam zamierzał jej szukać.
— Hej, gdzie leziesz? — Obcy głos zatrzymał go w miejscu. Uniósł lekko głowę, czując, że ktoś obserwuje jego plecy. — Wszyscy zbieramy się przed budynkiem. Przyjechali jakiś czas temu i się szykują. Pozbyliśmy się dwóch samochodów. Musimy teraz na nich natrzeć.
Graya oblał zimny pot. Przez głowę przebiegły mu wizerunki przyjaciół. Wspomnienia z tych wszystkich lat, które zapisywały się na kartach ich wspólnej historii, stanęły w płomieniach. Śmiech, łzy, pierwszy alkohol, pierwsze papierosy, bójki, gorące, letnie popołudnia; czy naprawdę miał to stracić?
Po chwili jednak zganił się za te myśli. Wiedział, że nie daliby się tak łatwo zabić. Nie oni.
— Eileen kazała mi iść po tę dziewczynę — powiedział spokojnie, zerkając na niego przez ramię.
— Przecież Vastia po nią poszedł.
Fullbuster poczuł się, jakby ktoś mu wpakował kulkę między oczy. To nazwisko krążyło po jego głowie, wywołując nieprzyjemne drżenia. Koniuszki palców lekko mu zdrętwiały, a w uszach zaczęło dudnić.
Jeszcze nigdy nie odczuwał czegoś takiego.
— Mam mu pomóc… — wycedził przez zaciśnięte zęby.
Mężczyzna wzruszył ramionami i poszedł w sobie znanym kierunku. Gray nagle poczuł, że przez wzrastającą z sekundy na sekundę wściekłość ból w jego ciele pozornie się ulotnił. Stąpał hardo po ziemi, owijając ramieniem brzuch. W myślach powtarzał jak mantrę wspomniane nazwisko, nabierając głębokie wdechy.
Istniały dwa rozwiązania. Albo Lyon chciał zginąć z jego rąk, albo grał podwójnego agenta. Niemalże od razu odrzucił drugą opcję. Gdyby tak było, wiedziałby o tym. Powiedzieliby mu w organizacji.
Zszedł ostrożnie po schodach, nasłuchując, czy przypadkiem nikt się nie zbliżał. Szmer dochodzący z góry mu w tym nie pomagał, więc zbyt nerwowo zareagował na mężczyznę, który wyszedł zza rogu. Gray natychmiast rozpoznał jego twarz; często wpadał do niego z Ramalem, żeby popatrzeć na jego cierpienie.
— Kogo my tu mamy — warkął, przyglądając się Fullbusterowi. — Że też masz jeszcze wolę, żeby poruszać się o własnych siłach.
Gray zacisnął palce na rękojeści noża, wciąż skrywając go w kieszeni bluzy. W skupieniu obserwował wroga, by w każdej chwili móc obronić się przed wyprowadzonym ciosem.
— Idziesz po swoją księżniczkę? — zapytał nagle, prostując się.
Wyglądał na wyluzowanego. Splunął na bok, krzyżując odkryte ramiona na piersiach. Gray zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał z nim najmniejszych szans w walce na pięści. Mógł jedynie użyć jakiegoś podstępu, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
— Tam jej nie znajdziesz.
Gray nie dał po sobie poznać zaskoczenia, jednak wyczuł w jego głosie, że mówił to zupełnie szczerze. Nie oznaczało to jednak dobrej woli, a chęci do durnej zabawy; podchodów, na które Fullbuster nie miał najmniejszej ochoty.
Ból wracał falami. Czas nie był jego sprzymierzeńcem. Jeżeli chciał wyrwać Juvię z łapsk tych ludzi, musiał się spieszyć.
Pozbawiony bardziej kreatywnych alternatyw, zwyczajnie ruszył przed siebie, chcąc wyminąć stojącego mu na drodze mężczyznę. Póki miał go w zasięgu wzroku, czuł się pewnie. Kiedy jednak przeszedł bok, nastało to, czego się spodziewał.
Piach zazgrzytał pod ciężkimi butami mężczyzny, który chciał go uderzyć. Gray szybkim ruchem ręki wybił cios i zwrócił się na pięcie, by następnie wpakować kolano brzuch. Okazało się jednak, że ta potyczka szybko się nie skończy. Fullbuster starał się unikać ataków. Co jakiś czas wykonywał z impetem celne zamachy ręką, wciąż nie zdradzając się z posiadaniem ostrza. Uważając, że posłuży się nim w ostateczności.
Ta chwila nadeszła niedaleko później, kiedy pośród głośnych świstów, wydechów i chrząknięć, w końcu został przyparty do ściany. Wróg naciskał przedramieniem na jego szyję, odbierając możliwość swobodnego oddychania.
— Też kiedyś taki byłem — syknął mężczyzna, z obłędem w oczach. — Zakochany, skory do poświęceń. Prawie przez taką jedną zginąłem, bo ślepo wierzyłem, że ją uratuję. I wiesz co? Zostawiła mnie. Zastanów się dobrze, bo z tą twoją loszką może być bardzo podobnie.
Gray czuł się, jakby jego oprawca wtłoczył mu do głowy pełno sprzecznych myśli. A co, jeżeli Juvia współpracowała z Lyonem, dlatego że razem postanowili przyłączyć się do Eileen? To by wyjaśniało, dlaczego była tak chętna do wyjazdów. I dlaczego on tu był. I był z nią.
Przypomniał sobie, jak w hotelu oświadczyła mu, że po zakończeniu tej misji odchodzi z Fairy Tail. Może to też miało jakiś związek?
— To co? Może jednak zasilisz nasze szeregi?
Tracił zmysły. Powoli odpływał, kiedy przyduszanie dało się we znaki. Próbował odepchnąć od siebie wielkie cielsko, ale z chwili na chwilę było coraz gorzej. Przymknął powieki, czując ogarniający go chłód. To wydawało mu się takie śmieszne, kiedy na skraju życia i śmierci zaczął się zastanawiać nad tym, czy gdyby wcześniej wziął się w garść i powiedział Juvii, co czuje, to teraz siedziałby z nią w mieszkaniu? Całował jej delikatną skórę, tulił do siebie gorące ciało, wsłuchiwał się w spokojne oddechy…
Przypomniał sobie tę noc, kiedy wróciła do jego domu po pierwszej misji z Lyonem. Kiedy usłyszał szczęk zamka i pobiegł pod drzwi, niczym stęskniony kundel. Dźwięk otwierających się drzwi i jej zaskoczony głos...
— Gray!
Zebrał w sobie wszystkie siły, jakie mu pozostały. Otworzył oczy, kierując źrenice całkowicie w prawo. Niebieskie oczy wpatrywały się w niego z niewyobrażalną trwogą. Na twarzy jednak widniało coś przypominającego krótką ulgę. Brudna, posiniaczona buzia, rozcięte usta, nagie ramiona.
— J-Juvia…. — wycharczał.
Postać stojąca obok niej mu nie umknęła. Szybko chwyciła Juvię w pasie i przerzuciła przez ramię, niemal biegiem się oddalając. Słyszał, jak Lockser wykrzykiwała jego imię w rozpaczy.
Ostatkiem silnej woli zmusił się, by sięgnąć do tej nieszczęsnej kieszeni. Owinął palcami rękojeść, niepewnie wysuwając ostrze z połów bluzy. Wszystkie jego ruchy były spowolnione, jednak jego kat wciąż z żądzą krwi wpatrywał się w jego twarz, jakby chcąc dostrzec, jak oczy ofiary gasną.
Fullbuster zacisnął zęby i napiął mięśnie, po chwili ładując nóż prosto w serce oponenta. Mężczyzna stęknął, rozluźniając uścisk. Gray runął na ziemię, próbując zaczerpnąć jak najwięcej powietrza. Dusił się, mając wrażenie, że jego szyję wciąż okala nieistniejąca pętla. Wróg zatoczył się w miejscu i w końcu osunął w dół, poddany niewyobrażalnej agonii.
— Zdychaj, psie — syknął Fullbuster, przysuwając się do niego.
Wyrwał z jego piersi nóż i zamknął na moment powieki, kiedy wciąż kręciło mu się w głowie. Przez chwilę nie mógł zebrać myśli, aż w końcu usłyszał stłumiony krzyk Juvii. Dźwignął się na nogi i ruszył chwiejnie w stronę, z której wciąż docierały do niego nawoływania.
Z każdą chwilą czuł, że to jego ostatnie podrygi. Był wykończony; balansował na krawędzi świadomości, walcząc z natrętną sennością. W myślach zadawał sobie wciąż to samo pytanie: dlaczego jeszcze trzymał pion? Musiał powiedzieć w końcu prawdę. Musiał wyrzucić z siebie cały ten śmietnik, który tkwił upchany w jego sercu. Musiał ją uratować, by w choć minimalny sposób zrekompensować Juvii wszystkie te lata cierpień, jakie jej zadawał.
Żadne rany, które widniały na jego ciele, nie były w stanie odpowiadać ciągłemu bólowi, zadawanemu prosto w jej serce. Żadne słowa nie mogły oddać tego, jak bardzo tego żałował. Cierpienie było wieczną pokutą za to, jak bardzo skrzywdził tę dziewczynę. Dziewczynę, która od zawsze obdarowywała go bezinteresowną miłością. Doceniała, opiekowała się nim, chroniła. Zawsze stała po jego stronie.
Z a w s z e.
Niezależnie od tego co zrobił. Ani jakie miał plany. Była kimś, o kim marzył cały świat. A on był zwyczajnym ślepcem. Idiotą. Samolubnym frajerem, który na to wszystko nie zasługiwał.


— Puść mnie, draniu! — syknęła, próbując wyszarpać się z mocnego uścisku Lyona. — Puść mnie, bo wyrwę ci jajca!
— Przestań tak jazgotać — warknął, potrząsając nią. — Widziałaś, w jakim stanie jest twój chłoptaś. Pewnie już nie żyje.
Dziewczyna odchyliła lekko głowę i wbiła zęby w jego biceps najmocniej, jak potrafiła. Zabolała ją szczęka, ale osiągnęła swój cel. Vastia pchnął ją na ścianę, kiedy złapał za obolałe miejsce. Potykając się o własne nogi, zaczęła biec w stronę, z której przyszli. Widok Graya dał jej nadzieję. Wróciły jej siły i chęci do walki o życie i ucieczkę, zwłaszcza kiedy domyśliła się, że przybyły posiłki.
— Wracaj tu! — ryknął Vastia, biegnąc za nią. — Juvia!
Dziewczyna skręciła gwałtownie w lewo i uderzyła w czyjeś ciało. Szybko zorientowała się, że to Fullbuster. Przygarbiona sylwetka, obita twarz i wycieńczenie. Wiedziała, że byli w podobnym stanie, jednak we dwójkę mogli coś zdziałać. Naprawdę dawno nie cieszyła się tak na jego widok. Pragnęła wtulić się w szeroką klatkę piersiową i płakać godzinami, nawet jeżeli nic by do niej nie mówił. Oszukiwała się; nieważne ile razy próbowała wmówić sobie, że nie chce go więcej widzieć, nie potrafiła wygrać z uczuciami.
Był jej zbyt drogi.
— Gray — wyszeptała, wyciągając do niego ręce.
Poczucie bezpieczeństwa prysło jednak jak mydlana bańka. Silna ręka chwyciła ją za gardło i gwałtownie od siebie odsunęła. Spowite nienawiścią oczy chłopaka, który do tej pory zawsze był jej ostoją, wpatrywały się w nią z uporem maniaka.
Słyszała Lyona, który pojawił się niedaleko za nią. Zatrzymał się z pewnością obserwując zaistniałą sytuację.
Chwyciła oburącz za nadgarstek Graya, zupełnie nie rozumiejąc, co się dzieje.
— Gray!
Obserwował ją, błądząc wzrokiem po tak dobrze znanej mu twarzy. Liczne zadrapania i głębsze rozcięcia. Blada, brudna skóra, wory pod oczami i trwoga, skryta w szklących się ślepiach. Czy katowaliby osobę, która rzekomo mogłaby z nimi współpracować?
— Co ja sobie myślałem…
Wyrzucił z siebie ciężki oddech, nagle przesuwając dłoń na jej kark. Przyciągnął dziewczynę do siebie, obejmując mocno. Kiedy była w końcu przy nim, w jednym kawałku, poczuł się lżejszy o pół tony.
— Gray…
— Zabierajmy się stąd.
Jego uwagę odwrócił dźwięk odbezpieczanej broni. Kiedy poderwał wzrok, dostrzegł, że Lyon celuje w plecy Lockser.
— Juvia to twoja ostatnia szansa — mruknął Vastia, uśmiechając się przy tym cynicznie. — Chodź ze mną, a pozwolę ci przeżyć.
Lockser odwróciła lekko głowę, spoglądając kątem oka w jego stronę.
— Pierdol się — wycedziła przez zaciśnięte zęby. — Wolałabym zdechnąć, niż dłużej na ciebie patrzeć.
Gray przez ułamek sekundy odczuwał panikę. Kiedy dostrzegł, że zbliża się nieuniknione, pchnął Juvię w bok, jednocześnie się od niej odbijając. Nabój przeciął przestrzeń pomiędzy nimi. Zwrócił się prędko w stronę Vastii i zamachnął najmocniej, jak potrafił. Ostrze wbiło się w prawe ramię Lyona. Chłopak zawył głośno, upuszczając broń, szybko przy tym blednąc. Fullbuster natarł na niego i wpakował pięść w znienawidzoną twarz, nie mając zamiaru tego przeciągać. Schylił się po pistolet i zawrócił biegiem w stronę Juvii. Chwycił za wątłe ramię i pociągnął za sobą, próbując biec.
— Nie zabijesz go? — wrzasnęła.
— Dorwę go innym razem — rzucił przelotnie, wskakując na schody. — Szkoda mi cennych nabojów.
— A dlaczego próbowałeś zabić mnie?!
Na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. Gdyby wyznał prawdę, sama by go wykończyła. Zbył to milczeniem i zacisnął zęby. Połowa sukcesu za nimi. Trzeba było się jedynie wydostać i odnaleźć swoich.
Kiedy wybiegli na parter, na horyzoncie od razu dostrzegli wrogów. Schowali się za otwartymi drzwiami, kiedy dwójka mężczyzn pobiegła w stronę piwnic.
— Wiesz, gdzie jest wyjście? — zapytał, zerkając na Juvię.
— Nie mam zielonego pojęcia.
Chłopak zdjął z siebie bluzę i kazał jej ją założyć, a sam wyjrzał na korytarz. Kiedy nikogo nie dostrzegał, a także nie słyszał, ruszyli dalej. Kluczyli korytarzami, aż dotarli do sporych drzwi.
— To tutaj.
Nim jednak dopadł wyjścia, Juvia gwałtownie go powstrzymała.
— Wystawimy się im jak na tacy! Jak tylko uchylisz drzwi, dostaniesz kulkę w czoło.
Chłopak zacisnął zęby i przewrócił oczyma. Wkurzała go tym, że potrafiła racjonalnie myśleć w takich sytuacjach.
— No więc co proponujesz, księżniczko?
Juvia potrzebowała chwili, by się zastanowić. Niestety czyjeś kroki prędko ją rozproszyły. Gray wepchnął ją do ciemnego pomieszczenia. Trzymając palec na spuście, wyglądał na idących ludzi. Aż zadrżał, kiedy dostrzegł Augusta i Eileen, którzy pewnie kroczyli w stronę wyjścia.
— Nie wierzę, że pozwoliliśmy im uciec — warknęła Belserion. — Nie powinni być w stanie nawet chodzić!
— Uspokój się — odparł, podwijając rękawy starego płaszcza. — Wiedziałaś, że to ludzie Laxusa. Spodziewałaś się, że tak szybko dadzą za wygraną? Zresztą, nie wydostaną się. Każde wyjście obstawione.
— To ta suka — warknęła Juvia. — To ona mnie katowała!
— I ten stary chuj — wycedził Gray.
Zadrżała mu ręka. Zapragnął władować w nich cały magazynek, ale wiedział, że nie bardzo mu się to opłacało.
— Jak sytuacja na zewnątrz? — zapytał starzec, szykując pistolety.
— Wysadziliśmy im dwa samochody — odparła, wiążąc włosy w kucyka. — Dragneela mamy z głowy. Była z nim też Heartfilia, więc Laxus może być wściekły. Ach, i szef Sabertooth.
Juvia jęknęła, zakrywając usta dłońmi. Nieprzyjemny, zimny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa. Gray przełknął głośno ślinę. Próbował odepchnąć od siebie te straszliwe myśli. Uparcie wierzył, że to tylko głupie pomówienia.
Eileen i August wyszli na zewnątrz w towarzystwie kilku ludzi, którzy do nich dołączyli. Fullbuster oparł się o ścianę, czując lodowaty pot, skraplający się na czole. Ból w sercu był niewyobrażalnie dokuczliwy. Po chwili wzmocnił go głośny szloch Lockser, która osunęła się na ziemię.
— Uspokój się — wyszeptał — możliwe, że kłamali. Wiedzą, że kręcimy się po budynku. Mogą chcieć nas złamać, rozumiesz?
— Co jeżeli to prawda? — wyłkała, kiedy przykucnął przed nią i pogłaskał po policzku.
— Nie myśl o tym…
Zmysł słuchu go nie zawodził. Chrzęst piachu tuż za jego plecami, ostrzegł przed nadchodzącym zagrożeniem. Kiedy w mroku pojawił się zarys czyjejś sylwetki, bez namysłu do niej wymierzył i oddał strzał. Głośny jęk zmieszał się z echem po huku.
— Chodź — warknął, podnosząc się — teraz na pewno nas znajdą.
Po kwadransie błądzenia zaczęli dochodzić do wniosku, że budynek był zwyczajnym labiryntem. A kiedy znajdowali już jakieś wyjście, okazywało się, że w tej kwestii August nie kłamał. Wszędzie postawiono parę ludzi, którzy skutecznie odgradzali ich od ucieczki.
Weszli do jednego z pomieszczeń na pierwszym piętrze i zamknęli za sobą drzwi, chcąc nieco zamaskować swoją obecność i złapać oddech. Przez chwilę mogli pomyśleć.
— Co teraz? — Juvia kucnęła pod ścianą, ocierając brudne czoło. — Jeżeli będziemy się ukrywać, dopóki po nas nie przyjdą, to nie skończy się dobrze.
Gray zagryzał język. Zazwyczaj robił tak, kiedy próbował się skupić, jednak przy takim zmęczeniu zebranie myśli do kupy graniczyło z cudem. Próbował chwytać się nawet najbardziej bezsensownych pomysłów, ale większość przekreślała możliwość przeżycia.
Podszedł ostrożnie do otwartego okna, zza którego dostawały się do nich dźwięki wystrzałów i krzyki. Jakieś dwa metry pod nim znajdował się zadaszony składzik na drewno. Gray na nowo poczuł przypływ energii. To było jakieś wyjście. Jedynym mankamentem stało się dwóch strażników, obstawiających jedne z drzwi.. Wokół nie dostrzegał nikogo innego; walka rozgrywała się po drugiej stronie budynku.
— Gdybym tylko miał tłumik — wyszeptał — zdjąłbym ich i nie przyciągnął nikogo dodatkowego…
Pomyślunek przerwał głośny zgrzyt. Poirytowany tym, że Juvia nie potrafiła cicho się zachowywać, odwrócił się do niej z zamiarem opieprzenia za brak profesjonalizmu. Kiedy jednak dostrzegł jej szeroko otwarte oczy, zupełnie o nim zapomniał.
— Do wyboru, do koloru, kolego.
Fullbuster stanął za nią i przebiegł wzrokiem po spluwach poukładanych na półkach. Znalazły się nawet dwa karabiny.
— Kolego… — wyszeptał, patrząc na tył jej głowy.
Lockser odwróciła się przodem do chłopaka i popatrzyła mu w oczy. Dziwne milczenie pozwoliło im na chwilę zapomnieć o piekle, w którym się znajdowali.
— Myślę, że sytuacja między nami się nie zmieniła. — Uśmiechnęła się cierpko. — Zrozumiałam, że nie zmienię swoich uczuć względem ciebie i będę musiała sobie z tym jakoś radzić. Twoich również nie jestem w stanie…
Uderzyła plecami o drzwi szafy, których zawiasy oderwały się od drewna. Wielkie, rozgrzane od stresu dłonie okalały jej policzki, a gorące wargi, których dotyku już dawno nie pamiętała, przywarły do suchych, spękanych ust. Głośne oddechy wypełniły pomieszczenie, kiedy zamknął ją pomiędzy sobą a drewnianą, spróchniałą powłoką.
Gray całował ją bez opamiętania. Ich języki plątały się w niezwykle skomplikowanym tańcu. Tak samo skomplikowanym, jak ich popieprzona relacja. Kiedy zdali sobie sprawę z tego, co się działo, zaczęli ronić łzy. Nieprzyjemna gula w gardle utrudniała jakiekolwiek oddychanie, przez co Fullbuster na chwilę się od niej oderwał. Uderzył czołem o dziewczęcą głowę, zgrzytając zębami.
— Nie będę, kurwa, czekać na dogodny i piękny moment — wychrypiał, pociągając nosem. — Nie będę, bo zaraz możemy zginąć.
— Gray — zawyła, czując, jak jej szloch wstrząsa całym ciałem.
— Jestem skończonym dupkiem, skoro dopiero w takiej chwili uświadomiłem sobie, ile dla mnie znaczysz. Kiedy myślałem, że już cię nie ma. Że cię nigdy nie zobaczę. Juvia, ja cię naprawdę mocno kocham. — Zatrzymał się, otwierając powieki. — Naprawdę, cholernie mocno. Nie ma na świecie takiej rzeczy, która zrekompensowałaby ci te wszystkie lata cierpienia, jakie musiałaś przeze mnie przetrwać. Ale chcę, żebyś o tym wiedziała. Nawet, jeżeli zaraz wydamy z siebie ostatni oddech, musisz to wiedzieć. Kocham cię.
— Drań! — Wtuliła się w niego, uderzając pięściami w obolałą klatkę piersiową.
Nie zwracał na to uwagi. Objął ją mocno, lekko bujając drobnym ciałem. Zamrugał kilka razy, odganiając kolejne łzy.
— Zabierajmy się stąd — wyszeptał, całując chłodne czoło.
Skinęła głową, ocierając łzy. Gray dosłownie rzucił się na gnata, do którego przymocowano tłumik. Za pasek spodni wcisnął broń, którą miał przy sobie i przewiesił przez plecy karabin. Drugi wręczył Juvii; pamiętał, że kiedy w końcu poprosiła o kilka lekcji strzelania, by w razie jakichś akcji móc się bronić, najłatwiej szło jej z tego typu orężem.
— Och — mruknęła. Niespecjalnie widziało jej się skakanie po dachach. — Myślę, że się zabije, zanim ktoś to zrobi.
— Skoczę pierwszy i cię złapie. Najwyżej spadniesz na mnie, to zawsze jakaś amortyzacja.
— Po tym, co przed chwilą zrobiłeś, chciałabym się nacieszyć twoim żywotem, wiesz?
— Gdybym tego nie zrobił, potraktowała byś mnie jak tarczę?
— Być może.
Gray cofnął głowę, robiąc zabawną minę. Po chwili jednak atmosfera znowu zgęstniała. Przysiadł ostrożnie na parapecie okna i uspokoił oddech. Wiedział, że jeżeli trafi jednego ze stróżujących, drugi szybko zareaguje i zorientuje się, co jest na rzeczy. Trzeba było działać błyskawicznie.
— Skup się — wyszeptała.
— Jak będziesz gadać, to średnio to widzę — syknął, mając jednego na muszce.
Juvia odsunęła się o dwa kroki i obserwowała jego profil. Nagle przypomniało jej się, co powiedziała do niego w motelu. Zdania nie zmieniła. Gray wciąż wyglądał bardzo niebezpieczne. Jego usposobienie i seksowny wygląd działały jak pułapka na wszystkie kobiety. Pułapka, w którą wpadała ona sama.
Kiedy widziała, jak jego palec powoli wciska spust, zacisnęła szczęki. Pierwszy strzał został przez nią zarejestrowany, ale nawet nie zorientowała się, kiedy padł drugi. Gray jedynie przesunął lufę może o centymetr wyżej. Był tak precyzyjny i dobry w tym, co robił, że aż ją to przerażało.
— Mamy to — powiedział i przerzucił nogi na drugą stronę parapetu. — Chodź. Złapię cię.
Po chwili zniknął jej z oczu. Podskoczyła do okna i również na nim przysiadła. Zwiesiła w dół nogi, patrząc na wyciągającego w górę ramiona chłopaka. Zastanawiała się, co on wyprawiał. Przecież miała zlecieć z dwóch metrów; zwykłe złapanie jej graniczyło z cudem.
Rozluźniła się i zsunęła z parapetu. Rzeczywiście, nim jej stopy uderzyły o blaszany daszek, silne ręce chwyciły ją za biodra, lekko osłabiając upadek.
— Musimy jakoś obejść ten harmider — powiedział, gdy stali już na ziemi. — Nie jesteśmy w stanie tam walczyć.
Skinęła lekko i kiedy tylko złapał ją za dłoń, podążyła za nim. Wiedziała, że ją stamtąd wyprowadzi. Wciąż mrowiły ja usta, a serce otulała gorąca mgiełka z uczuć, jakie w niej wywołał. Radość, którą odczuwała, była nie do opisania.
Przynajmniej do momentu, aż ktoś stanął na ich drodze. Huczny strzał nieco ją ogłuszył, a kiedy poczuła, że palce Graya rozluźniają uścisk, całe jej życie legło w gruzach.




— Wylęgają się jak karaluchy — ryknął Sting, który chował się za jednym z drzew. Przeładowywał w skupieniu magazynek, dopóki zagubiony nabój nie roztrzaskał kory tuż przy jego uchu. Popatrzył przed siebie przełykając ślinę. Właśnie otarł się o śmierć, jakiś dwudziesty siódmy raz w przeciągu pół godziny. — O kurwa.
— Rusz to blade dupsko — Natsu stał tuż obok, również kryjąc się za pniem. — Mamy przewagę i fajnie byłoby, gdybyśmy jej nie stracili.
Eucliffe powiódł wzrokiem w stronę Rogue’a, który właśnie sprawdzał swój miotacz ognia. Nie miał pojęcia, w jaki sposób jego kuzyn chciał przeżyć walkę z bliskiego dystansu, skoro właściwie wszyscy jego wrogowie posiadali broń palną. Chęć zemsty za życie Yukiino odebrała mu zdrowy rozsądek.
— To Eileen!
Chłopcy popatrzyli na Erzę, która wskazała ręką na kobietę pokonującą dzielącą ich odległość. Razem z Augustem lawirowali pomiędzy walczącymi ludźmi, nie chcąc brudzić sobie rąk. Natomiast posiłki, które przybyły na ratunek, wiedziały, że nie im dane będzie wydać wyrok na tej dwójce.
Eileen prezentowała się wspaniale i gdyby nie okoliczności, większość obecnych facetów próbowałoby skraść jej zimne serce.
— Czy mogę ją zajebać już teraz? — Natsu popatrzył na Laxusa, jednak mężczyzna zanegował te chęci jednym ostrym spojrzeniem.
Dreyar stał w miejscu i patrzył na Levy, która właśnie obok niego przebiegła.
— Co ty tutaj robisz?! — krzyknął, doganiając ją. — Miałaś zostać z Lucy!
— Spokojnie — odparła, lekko się krzywiąc. — Wybudziła się i powiedziała, że zaraz do nas dołączy. Wyglądała na wyspaną, więc jej zaufałam.
Zdruzgotany szef Fairy Taił wyrzucił w górę ramiona. Miał ochotę wrzucić tę małą pchłę do kubła na śmieci. Kiedy jednak usłyszał, jak ktoś wywołał jego imię, zrezygnował z nikczemnych planów.
— Laxus!
Eileen i August znajdowali się niedaleko nich. Skryci za balami ściętych drzew, nie mieli zamiaru wystawiać się czekającej na nich elicie. Wiedzieli, że negocjowali coś bardzo ważnego.
— Gdzie są moi ludzie? — Dreyar stanął odważnie naprzeciwko, dzierżąc w dłoniach dwa gnaty. — Radzę wam tego nie przeciągać. Jesteście na przegranej pozycji.
Czuł się bezpiecznie. Wszyscy go osłaniali, trzymając palce na spustach swoich broni. Jeden niepotrzebny ruch skazywał ich wrogów na rychłą śmierć.
— Możesz ich odzyskać — odezwał się August — ale nie za darmo.
— Gdzie są dokumenty Zerefa, które trzymał w tamtej willi? — zapytała Eileen.
Dreyar zerknął kontrolnie na Stinga. Lider Sabertooth wyszedł zza drzewa i popatrzył w ich kierunku, przechylając głowę.
— Nie istnieją.
Belserion zacisnęła pięści i wychyliła się zza bali. Jej aura straszliwie spochmurniała.
— Nie igrajcie z ogniem — kontynuował starzec. — Tylko to może was uratować.
— No to mamy przesrane — zakpił Eucliffe. — Została z nich tylko kupka popiołu. Nam do niczego by się nie przydały, więc zwyczajnie je zniszczyliśmy.
Eileen gwałtownie sięgnęła po broń, ale kiedy nabój wbił się w ziemię tuż przy jej stopie, zastygła w zupełnym bezruchu. Jellal dał jej do zrozumienia, że następnym razem trafi. Prosto w głowę.
— Jeżeli to prawda, to nie odzyskacie swoich ludzi.
— Nie byłbym tego taki pewny…
Wszyscy popatrzyli na Natsu, który wyglądał w kierunku starego budynku. Wzrok zebranych skupił się na dwójce ludzi, wybiegających zza niego. Dragneel natychmiast rozpoznał ich sylwetki. Mina mu jednak szybko zrzedła, kiedy na ich drodze pojawił się jakiś człowiek. Byli zbyt daleko, żeby dostrzec, co tam się działo. Złe przeczucie dotknęło jego serca.
Pośród dziesiątek wystrzałów, ten jeden, jedyny okazał się najgłośniejszy. Wszyscy obserwowali, jak ciało Fullbustera osuwa się w dół i upada na piach. Wrzask zdruzgotanej Juvii zagłuszył wszelkie odgłosy walki.
— Gray — jęknęła Erza, czując, jak krew odpływa jej z twarzy.
Laxus wpatrywał się w tę scenę otumaniony świadomością, że jeden z jego bliskich właśnie runął na ziemię raniony kulą. Nim zdążył zdobyć się na jakąkolwiek reakcję, po obu jego stronach rozszedł się dźwięk wystrzałów.
Sting i Natsu chcieli zdjąć Augusta i Eileen. Kobieta jednak sprawnie osłoniła się ciałem starca i wskoczyła pomiędzy drzewa.
— Biorę tę sukę na siebie — wysyczał Eucliffe, ruszając w pościg.
Natsu chciał dostać się do Juvii, która opadła na kolana przy ciele Graya, będąc wciąż pod ostrzałem zakapturzonej postaci. Przebiegł kilka metrów w towarzystwie Dreyara, Erzy i Jellala, jednak powstrzymał ich warkot silnika. Wszyscy przyglądali się terenowemu autu, które nabierało prędkości na wyboistej drodze. Po chwili wjechało w pierwszych ludzi, rozrzucając ich na boki lub zwyczajnie rozjeżdżając. Trzaski uderzającego o ciała zderzaka przyprawiały o mdłości.
— Lucy — wykrztusił Natsu. W jego głowie właśnie znikł wizerunek słodkiej dziewczyny.
Heartfilia, na której twarzy malowała się najczystsza nienawiść i wściekłość, rozjeżdżała kolejnych ludzi, szarżując prosto w stronę Juvii i Graya. Jako jedyna dokładnie dostrzegła, co tam się stało i kto dopuścił się tego czynu. Obracając lewą ręką kierownicę, w prawej trzymała pistolet. Chciała wjechać w plecy mężczyzny, ale uskoczył w bok, strzelając w przednią szybę. Pochylona wyskoczyła z auta i mierząc prosto w jego głowę, powoli przesuwała się w stronę zrozpaczonej Juvii.
— Ścierwo — wycedziła, patrząc na znajomą twarz. — Zapłacisz za to najwyższą cenę.
Płacz Lockser, która pochylała się nad krwawiącym Grayem, był w stanie obudzić zmarłych. Dziewczyna starała się zatamować krwotok z brzucha, kiedy Fullbuster wił się z bólu na ziemi. W jej głowie powstawały najgorsze scenariusze. Była przerażona i wściekła. Kiedy w końcu udało im się wyrwać z tego piekła, Vastia musiał wszystko zniszczyć.
— Lucy, zabierz ją stąd! — wychrypiał Gray.
Heartfilia nie zareagowała. Wciąż krzyżowała broń z Lyonem, który prostacko się do niej uśmiechał. Nie mogła uwierzyć, że po tylu latach współpracy wyrządził im takie świństwo. Nawet nie potrafiła wyobrazić sobie, co poczuje Jura, który traktował go jak syna.
— Co mi zrobicie? — zapytał, kręcąc głową. — Nic, Lucy. Strzelisz do mnie? Może zawsze byłaś dobra w swoim fachu, ale nigdy byś mnie nie zabiła.
Może i miał rację, ale ta sytuacja znacząco różniła się od wszystkich innych, jakie do tej pory przeżyła. Zerkała kątem oka w stronę Graya, wiedząc, że potrzebował natychmiastowej pomocy. W duchu wierzyła, że ktoś już zdążył skontaktować się z Ultear, a ona przygotowywała dla niego stół.
— Wszystkie te pieprzone organizacje są siebie warte. Jesteście miękcy. Walczycie w słusznej sprawie. Mnie to nigdy nie kręciło — mamrotał, wciąż się ciesząc. — Po co mi to wszystko, skoro mogę bawić się dużo lepiej i czerpać z tego lepsze dochody?
— Gdybyś odszedł z Lamii i wszedł w te psie szeregi, może byśmy cię oszczędzili — warknęła. — Zdradziłeś nas i swoich kompanów. Próbowałeś nam zaszkodzić. Doprowadziłeś do uprowadzenia naszych ludzi. Przyczyniłeś się do ich torturowania i właśnie próbowałeś ich zabić.
— Lucynko…
— Na zasadach paktu zawartego pomiędzy naszymi gildiami, nadaję sobie prawo do wykonania na tobie egzekucji, Lyonie.
Lucy nigdy nikogo nie zabiła. Nie własnoręcznie. Dokonanie takiego czynu było dla niej trudne, mimo tego, co zrobił jej przyjaciołom. Jednak bez względu na swoje przekonania, tym razem gotowa była pociągnąć za spust. Widząc nadbiegających towarzyszy, a także Lyona, który miał zamiar sam wpakować jej kulkę, zacisnęła powieki.
Prędko odskoczyła na bok, kiedy nie dane jej było wykonać wyroku. Salwa strzałów i dziewczęcy wrzask, które przeplatały się ze sobą, przeraziły ją do żywego. Opadła na tyłek, wiodąc wzrokiem za Juvią, idącą przed siebie z karabinem. Pociski wbijały się w ciało Lyona, rozbryzgując jego krew na wszystkie strony. Kilka zabłąkanych naboi wbiło się w karoserię samochodu, pobliskie pnie, ziemię.
Lucy nigdy nie widziała czegoś takiego. Tak wielkiej nienawiści, żądzy krwi. Wrzask wydobywający się z gardła Lockser był tak rozpaczliwy, że rozerwałby nawet najsilniejsze serce. Wciąż parła przed siebie, nawet kiedy Vastia leżał już na ziemi, pozbawiony życia.
— Już! Już, koniec!
Laxus wpadł w dziewczynę i zamknął ją w silnym uścisku. Upuściła broń i zaczęła płakać, zaciskając palce na jego kurtce.
Lucy miała wrażenie, że ich świat się walił. Natsu podbiegł do niej i pomógł wstać, a Erza i Jellal doskoczyli do Graya. Fullbuster zdążył stracić przytomność, leżąc w kałuży własnej krwi.
— Musimy zabrać go do Ultear — jęknęła Lucy, kiedy Dragneel z pomocą Fernandeza wcisnął Fullbustera do terenówki.
— Erza pojedzie z wami — syknął Jellal, każąc Scarlet prowadzić. — Juvia, siadaj z Grayem.
Lucy usiadła na miejscu pasażera. Odwróciła się w tył i obserwowała roztrzęsioną Lockser, która, mimo całkowitej nieporadności w swoich ruchach, mocno dociskała jakimiś szmatami ranę Graya. Była rozdygotana i wycieńczona. Heartfilia miała wrażenie, że z niej też powoli uchodzi życie.
— Nie mam tutaj GPS-a, pamiętasz drogę? — Tytania zerknęła na przyjaciółkę.
Ta tylko skinęła głową. Coś dziwnego uczepiło się jej głowy. Jakby przeczucie podpowiadało jej, że najgorsze było tuż przed nimi. Kiedy tylko Erza odpaliła silnik auta, rozległa się ponowna salwa wystrzałów. W karoserię powbijały się kolejne pociski, jeden rozbił szybę obok kierowcy, trafiając Erzę prosto w ramię. Tytania zawyła z bólu. Lucy obserwowała jak krew powoli przesiąka przez jej koszulkę, jednak Scarlet nie miała zamiaru odpuścić. Juvia pochylała się nad ciałem Graya, modląc się o to, by przeżył. By zdążyli dojechać do Ultear i już nic złego nie stało im się po drodze.
Lucy odsłoniła głowę, słysząc echo różnych głosów, i odwróciła ją w stronę Natsu. Dragneel zmarszczył czoło i nagle gwałtownie wyciagnął rękę, w stronę pleców Jellala. Pociągnął go w dół i razem odpali na ziemię. Czekoladowe oczy rozszerzyły się mocno, kiedy skupiła wzrok na wizerunku swojego przybranego ojca.
Jego ciało runęło na ziemię. Jasne włosy zabarwiły się na czerwono. Wrzaski spanikowanych chłopaków wwiercały się w jej głowę, tak samo jak wzrok Eileen Belserion, stojącej tuż za Dreyarem.
Tej samej kobiety, która tamtego dnia zniszczyła życie ich wszystkich.




Natsu wjechał na parking i postawił auto prawie pod samym budynkiem szpitala. Lucy zacisnęła palce na na bukiecie białych lilii i westchnęła głęboko, chcąc rozluźnić ściśnięte gardło.
— Chodźmy — szepnął chłopak.
Dotknął delikatnie bladego policzka, a po chwili wydostał się na zewnątrz.
Kiedy tylko weszli do środka, Lucy poczuła to nieprzyjemne uczucie słabości. Była bezsilna wobec ostatnich wydarzeń, a także dręczyło ją swego rodzaju poczucie winy. Gdyby wcześniej rozpracowała Lyona, prawdopodobnie wszystko potoczyłoby się inaczej.
Jura nie był zły o to, że Fairy Tail wydało na niego wyrok. Wręcz przeciwnie; głośno przyznał, że nie dałby rady tego zrobić. Za bardzo mu ufał, traktował jak syna, który niestety wbił mu nóż w plecy.
Prasa nie odpuszczała. Nawet wtyki w policji nie były w stanie jakoś uciszyć tej sprawy. Praktycznie wszystkie związane z tamtą walką organizacje musiały wprowadzić w życie protokół duchów. Nikt nie wiedział, ile to potrwa. Tak samo jak żałoba po ich członkach.
Uroczyste pogrzeby zgromadziły wiele ludzi. Ostatnie pożegnanie Laxusa stało się wydarzeniem na skalę niemalże krajową. Członkowie mafii, którzy również się pojawili, wywoływali dreszcze u zebranych. Szloch Mirajane, która klęczała przed jego mogiłą, był zbyt druzgocący, by nawet najsilniejsi mężczyźni nie uronili łzy nad losem ukochanej ich przyjaciela. Lucy nie potrafiła stanąć na nogi; gasnące oczy jej opiekuna śniły jej się każdej nocy.
Na nowego szefa Fairy Tail jednogłośnie wybrano Jellala. Choć początkowo bardzo oponował, dał się w końcu przekonać. Latami pracował na swoją pozycję i szacunek innych organizacji, a także wrogów. Po zniesieniu protokołu mógł okazać się kimś, kto poprowadzi Fairy Tail do zdobycia pozycji najmocniejszej organizacji w Japonii.
Rogue odszedł z Sabertooth i wyjechał, nie informując nikogo o swoim położeniu. Sting starał się odnaleźć swojego kuzyna, który nawet nie pojawił się na pogrzebie Yukiino. Bał się, że Cheney posunie się do najgorszego z możliwych ruchów, więc ruszył na jego poszukiwania, prosząc, by jego ludzie przez jakiś czas zostali pod okiem Fernandeza.
Eileen zbiegła. Okazało się, że była wrogiem na zupełnie innym poziomie niż Zeref. Otoczona wianuszkiem wiernych jej ludzi, ukrywała się gdzieś, czekając na możliwość wykonania kolejnego ruchu. Poprzysięgła zemstę za splamienie jej mienia, jednocześnie pławiąc się w bogactwie, jakie otrzymała po straceniu szefa Fairy Tail.
Lucy wiedziała, że nawet gdyby chciała uciec od dotychczasowego życia, ono ciągnęłoby się za nią aż do śmierci. Wejście pomiędzy cały ten bajzel nieodwracalnie zmieniało tryb, według którego trzeba było funkcjonować. Czasem zastanawiała się, co byłoby, gdyby nigdy tego nie zrobiła. Gdyby uciekła, choćby na drugi koniec świata, i spróbowała od nowa. Czy potrafiłaby to wszystko tak zwyczajnie zostawić?
— Witajcie.
Cichutki głos powitał Dragneela i Heartfilię, kiedy wsunęli się do sali. Mira leżała na łóżku, zakopana w białej pościeli. Mała Diana spała w łóżeczku, ustawionym obok Strauss. Maleństwo zostało osierocone przez ojca. Nigdy nie miało szansy poznać go i zobaczyć, jak wspaniałym i kochającym był człowiekiem.
— Jak się czujesz? — zapytała Lucy, wkładając świeże kwiaty do wazonu. — Lekarz powiedział nam, że jest nieco lepiej.
— Tak, powoli wracam do siebie. — Jej słaby uśmiech ukuł Heartfilię prosto w serce. — Mamy już wszystkie wyniki. Mała panna Dreyar jest całkowicie zdrowa.
— Silna, po tatuśku — zażartował Natsu, zaglądając do malucha. — Kiedy cię wypuszczą?
— Myślę, że w przeciągu tego tygodnia.
— Wszystko jest już przygotowane. — Lucy przysiadła na materacu i złapała Mirę za dłoń. — Posprzątaliśmy twoje mieszkanie i wyremontowaliśmy gabinet. Pokój dla małej na pewno ci się spodoba.
— Podpisaliśmy też umowę na mieszkanie obok — wtrącił chłopak. — Będziesz nas miała zawsze pod ręką.
Staruss uroniła kilka łez, dziękując im za wszystko, co dla niej zrobili. Lucy nie wyobrażała sobie, by wyglądało to inaczej. Diana stała się jej przyszywaną siostrą. Nowym członkiem rodziny, skarbem, który mogła trzymać w rękach. Chciała, by Mira traktowała ją jako swoją podporę, po tym, jak Laxus całe życie dbał o nią. Była mu to winna. Za to, jak wspaniałym był szefem, a przede wszystkim, ojcem.
— Odwiedziła cię dzisiaj Juvia? — Natsu oparł się o parapet okna.
— Tak. — Mira skinęła głową i ułożyła się wygodniej na poduszce. — Może pół godziny przed wami. Potem poszła prosto do niego. Rozmawiałam z Ultear. Jego stan nieco się poprawia, ale nadal nie wiadomo, co ze śpiączką.
— Mam już dosyć tej niepewności — wyszeptała Lucy, naciągając na dłonie rękawy swetra. — Bardzo chciałabym, żeby Gray do nas wrócił. Jak najszybciej.
— Pozwólmy mu wypocząć. — Dragneel westchnął. — Nie pamiętasz, co mówił lekarz? To cud, że przeżył. Jego organizm był w całkowitym rozpadzie.
Zamilkli na kilka chwil. Słyszeli z korytarza wzrastający rumor. Kilkoro ludzi przebiegło obok sali, głośno krzycząc. Natsu ściągnął brwi i podszedł do drzwi. Wyjrzał zza nich; do znajomego pokoju, który mieli zaraz odwiedzić, wbiegło sporo osób. Ze środka wypchnięto Juvię.
— Cholera — syknął, i bez słowa pobiegł w tamtą stronę.
Lucy natychmiast poszła w jego ślady. Blada twarz Lockser nie miała żadnego wyrazu. Szklane oczy wpatrywały się w zamknięte drzwi. Drżała, ostatkiem silnej woli utrzymując się na nogach.
— Juvia… — wyszeptała Heartfilia.
Niebieskie oczy zniknęły pod cienkimi, zaczerwienionymi powiekami. Perliste łzy spłynęły po bladych policzkach.
— Wybudził się.




Od Mayako: Mogę powiedzieć — na Boga, w końcu koniec.
Kayo też, bo to była mordęga.
I tu już nie chodzi o długość czy też ilość błędów. Po prostu strasznie mnie to przytłoczyło, o czym niejednokrotnie wspomniałam. Trochę wypaliłam się w mangowych kwestiach, tak uważam.
Protokół dobiega końca. Save me — priorytet, którym muszę się zająć i przenieść w bezpieczne miejsce, jakim jest blogspot. A potem zostają już tylko koszmarne. Nie będzie kontynuacji Save me, bo nie mam już na to mocy. Wszelkie ff, związane z m&a, będą pojawiać się już tylko tutaj, w postaci partówek. Takie rzeczy chętniej mi się pisze (pomijając nieszczęsną Gruvię).
Niedługo ruszam na wattpadzie z dramatem (chciałabym powiedzieć, że psychologicznym, ale okaże się w praniu). To też będzie ff, jednak związane z BTS. Więc chętnych zapraszam, na pewno dam znać na FB, no nie?

A teraz się żegnam i idę trochę odetchnąć. Dobrej nocy, miłego dnia, czy coś.

uśpieni

© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.