Kolejka

[Gruvia] Część 2: 100%
[HQ] Jaskółka: 30%

Statystka

Witaj

na koszmarnych treściach! To kolejne miejsce, gdzie będziesz mieć do czynienia z osobą nie do końca zrównoważoną — Mayako!

Akumu Honne to zbiór opowiadań o różnorodnej treści, z udziałem bohaterów z wielu mang. Mogą pojawić się teksty dzielone na kilka części, krótkie opowiadania, a nawet miniaturki — wszystko zależeć będzie od humoru autorki.
Zapraszam do lektury.

DANGER: wulgaryzmy, sceny erotyczne, dużo mordobicia.
Nie odpowiadam za swoją poprawność literacką.

Szablon skradziony z Wioski Szablonów.

Więcej mnie: facebook
Pytania: ask

Na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631 oświadczam, że wszelkie prawa do publikowanych przeze mnie materiałów należą wyłącznie do mnie i niniejszym nie udzielam zgody na wykorzystywanie moich materiałów do jakichkolwiek celów bez mojej zgody.
W końcu, co?
Ogólnie bardzo się cykałam, że polegniecie przy tej części. Nie ma w niej właściwie za wiele akcji, ale dzięki Kayo zrozumiałam, że tu jest insajd ekszyn. Podbudowała mnie, jej opinia zawsze się dla mnie baaaardzo liczy. Aż dało mi to kopa do kończenia drugiej części, której jest już właściwie z 50%.
Dla niewtajemniczonych muszę napomknąć, że w sumie jeżeli się nie czytało Close to demon, to średnio się zrozumie o co kaman. Myślałam nad jakimś streszczeniem dla osób, którym się zwyczajnie nie chce tego czytać, ale to na tę chwilę jest ponad moje siły. Może kiedyś, kiedyś.
No ale nie chce mi się już biadolić, pomruczę coś na końcu. xD


Manga: Fairy Tail
Paring: Gruvia
Gatunek: akcja, romans
Uwagi: Jest to partówka, opowiadająca o pobocznym wątku z opowiadania Blisko Demona. Jeżeli chcesz ją, drogi czytelniku, zrozumieć, musiałbyś nadrobić tamtą historię. A, może się pojawić kilka błędów, bo po sprawdzeniu przez Kayo pozmieniałam kilka rzeczy i mogłam się gdzieś, za przeproszeniem, zwyczajnie jebnąć. xD




— Gray?
Głos Natsu przebił się przez zgiełk miasta. Czarne jak smoła oczy Fullbustera oderwały się od linii horyzontu Edogawy, którą obserwowali od jakiegoś czasu. Siedzieli na dachu jednego z wyższych wieżowców i rozprawiali na różne tematy, a szczególnie o zmęczeniu po zadaniach, które ostatnimi czasy pojawiały się coraz częściej.
— No? — mruknął, poruszając puszką, na której dnie znajdowały się resztki Fanty.
— Nic właściwie. Sprawdzałem, czy żyjesz.
Gray pokręcił głową, uśmiechając się delikatnie. Siedzieli tam już jakiś czas, marnując cenne minuty życia i nie odbierając połączeń od Lucy. Napisali jej jedynie krótką wiadomość, że jeszcze nie skończyli i ma cierpliwie czekać na telefon.
Brunet westchnął głośno i uniósł lekko stopę, pod którą trzymał obolałe ciało mężczyzny. Uciekał przed nimi przez pół miasta, aż w końcu dorwali go dwie przecznice dalej i zaciągnęli na dach, korzystając z tego, że właścicielem budynku był sam Jura z Lamii Scale.
— Zaczniesz gadać? — mruknął brunet, wciskając czubek buta w żebra spętanego sznurem faceta.
Ten odburknął coś i odwrócił od niego głowę. Natsu prychnął głośno i podał przyjacielowi paczkę papierosów.
— Mamy dużo czasu — powiedział cicho Fullbuster, odpalając fajkę. Płomień rozświetlił jego twarz i podkreślił zaciętość w oczach, która właściwie nigdy z nich nie znikała. — Ale jak po nas zadzwonią, to po prostu cię stąd zrzucimy.
Postanowił milczeć.
— Jak z Juvią? — Dragneel położył się wygodnie na wywietrzniku, służącym im za siedzisko i wbił wzrok w gasnące, pomarańczowe niebo. — Miałem wrażenie, że po akcji z moim pierdolniętym braciszkiem nieco się do siebie zbliżyliście, ale chyba było mylne.
Gray popatrzył na przyjaciela, który zamknął powieki.
Wspomnienie tamtej nocy uderzyło w niego dosyć mocno, przywołując jego własne słowa. Zadeklarował się, że ich relacja w końcu nie będzie przypominać zabawy w kotka i myszkę. Jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Juvia pobiła go na głowę swoim wynikiem w zakładzie. Wciąż jednak nie zgłosiła się po swoją nagrodę.
— Raz lepiej, raz gorzej — odpowiedział w końcu, niepewnie wzdychając.
— Gray. — Natsu zaśmiał się krótko. — Jeżeli kobieta zbyt długo będzie czekać, w końcu oszaleje lub o tobie zapomni.
— Związek z Lucy nie czyni z ciebie wszechwiedzącego doradcy w sprawach miłosnych — zakpił, zaciągając się dymem. — Odpuść, poradzę sobie.
— Ty tak, ale gorzej z Juvią — zauważył Dragneel, sięgając do kieszeni spodni po wibrujący telefon.
Odebrał i zaczął z kimś rozmawiać, w ogóle nieświadomy reakcji, jaką wywołał u Fullbustera. Brunet wplątał dłoń we włosy i zmrużył powieki, kiedy pewne myśli zaczęły go niepokoić.
Blaszane drzwi, prowadzące na dach wieżowca, otworzyły się z cichym zgrzytem, skupiając uwagę chłopców na nowych gościach. Erza i Jellal szli z wolna w ich stronę, zażarcie o czymś dyskutując.
— Gdzie macie tego delikwenta? — zapytała Scarlet, kiedy zatrzymali się za chłopakami.
Gray bez słowa kopnął swój podnóżek, który wydał z siebie dosyć głośny jęk. Fernandez pokręcił zblazowany głową i popatrzył na Natsu, który ćwierkał do telefonu, próbując przekupić Lucy do oglądania jakiegoś horroru.
— Jesteście idealni do tej roboty — zauważyła Erza, podchodząc do spętanego mężczyzny. — Para idiotów. Głupi i głupszy. Nikt nie weźmie pod uwagę tego, że moglibyście mu zagrażać.
— Licz się ze słowami! — warknął Natsu, zeskakując na betonowe podłoże. — Lucy, muszę kończyć. Niedługo wracam, Erza i Jellal nas zmieniają. Zaczekasz na mnie w siedzibie?
— Jest z nią Juvia? — Gray podszedł bliżej niego. Natsu pokręcił przecząco głową, w zastanowieniu przyglądając się przyjacielowi.
— Przyjechałem twoim autem. — Jellal rzucił kluczyki Fullbusterowi i nachylił się nad spętaną ofiarą. — Stoi obok auta Erzy, na wschodnim parkingu.
Chłopcy, zadowoleni z końca zmiany, ruszyli na dół. Pożegnali się z Jurą i powiedli wzrokiem za Lyonem, który wybiegł z budynku przed nimi. Był ubrany w szary garnitur i trzymał jakąś teczkę, a na jego twarzy malowała się dziwna ekscytacja.
— Ciekawe, gdzie tak pędzi… — mruknął Natsu, kiedy przed budynkiem obserwował Vastię, znikającego w tłumach ludzi.
Gray ściągnął w zastanowieniu powieki. Męczyło go jakieś nieprzyjemne uczucie.




— Nareszcie!
Lucy wyszła zza baru, za którym pracowała w zastępstwie Mirajane. Wytarła dłonie w szmatkę i popatrzyła na nich z politowaniem. Chłopcy usiedli przy kontuarze, czekając, aż Heartfilia zbierze ze stołów puste kufle. Obserwowali, jak wesoło krzątała się po pubie z uśmiechem obsługując członków Fairy Tail.
— Czemu jesteś tak zadowolona? — Natsu przyjął od niej zimne piwo i zmrużył podejrzliwie powieki. — Mów od razu, bo zacznę coś podejrzewać.
— Tęskniłam za pracą — oznajmiła, wzdychając powoli. — Przez cały czas trwania protokołu duchów nie miałam co ze sobą zrobić. Ale w końcu wróciliśmy i przygniótł nas nawał pracy.
— I to cię tak uszczęśliwia? — Gray wziął łyka coli.
Nie chciał zostawiać auta pod siedzibą, do tego czuł się bardzo zmęczony i nie potrzebował dodatkowego znieczulenia alkoholowego.
— Właściwie, to tak — odpowiedziała i przeniosła prędko wzrok na otwierające się drzwi siedziby.
Do środka wpadła zaaferowana Juvia, która rozejrzała się po wnętrzu i ruszyła szybko w stronę przejścia, prowadzącego do tajemniczych korytarzy organizacji. Pomachała im w biegu i zniknęła z oczu.
Gray znowu poczuł coś nieprzyjemnego. Lockser od jakiegoś czasu nie tyle, co go unikała, a po prostu obojętnie przechodziła obok, czasem nawet nie obdarzając go krótkim spojrzeniem. Nie do końca rozumiał zachowanie dziewczyny, ale za każdym razem wpływało to na jego samopoczucie. Nie potrafił znaleźć powodu, dla którego mogła być na niego o coś zła.
— Mówiłem. — Usłyszał szept Natsu.
Gray popatrzył na niego wystraszony i pokręcił lekko głową z niezrozumieniem.
— O co ci chodzi?
— Czujesz się odtrącony? Masz wrażenie, że nie znaczysz już dla niej tyle, co kiedyś? — ciągnął Dragneel, wpatrując się w oczy przyjaciela. Był śmiertelnie poważny, co nie zdarzało się tak często. — Wiem, o czym myślisz, Gray, ale mam wrażenie, że ty wciąż nie dopuszczasz do siebie tego, że ją tracisz. Popełniasz duży błąd. — Chłopak upił trochę piwa i mlasnął, odwracając głowę w stronę Lucy, która do nich wróciła. — Lepiej coś z tym zrób.
Fullbuster nie znosił, kiedy go pouczano. Mimo to, słowa Natsu trafiły w sam środek jego serca, a także sumienia. Obiecał Juvii zmiany. Obiecał, że wszystko się ustabilizuje. Obiecał, że w końcu zaczną żyć tak, jak podpowiadają im serca. Tymczasem Gray znowu odpuścił, myśląc, że tak właśnie powinno być. Tak jak kiedyś.
— Lucy!
Usłyszał głos Lockser i obrócił się gwałtownie na krześle, kiedy dziewczyna stanęła tuż obok niego i zawisła na barze, podając Heartfilii jakieś teczki.
— Laxus prosi, żebyś zadzwoniła do Mermaid Heel i przekazała Kagurze, że współpraca względem eliminacji Raven Tail jest aktualna — wyrecytowała, po chwili wskazując na drugi plik papierów. — Tutaj masz dane na temat nowego członka, który ma dołączyć jakoś w przyszłym tygodniu. Lyon dzwonił?
Gray zesztywniał na krzesełku, czując, jak szklanka wysuwa mu się z ręki. Kątem oka dostrzegł, że Lucy pokręciła przecząco głową, wpatrując się w zdjęcie Flare z wrogiej organizacji.
— Wpadniesz dzisiaj do mnie? Obejrzymy jakiś film… czy coś. — Fulbuster dotknął nieśmiało ramienia Juvii.
Dziewczyna przymknęła powieki, po czym uśmiechnęła się sztucznie i zwróciła ku niemu twarz.
— Możesz mi przypomnieć, ile razy powtarzałam ci w tym tygodniu, że wyjeżdżam na dwa dni do Setagayi, bo mam tam zlecenie?
Chłopak ugryzł się w język. Faktycznie, wspominała o tym. Jakieś dziesięć razy.
— Odwieźć cię? — Chciał zagrać skruszonego, ale strąciła jego rękę i poprawiła bluzę.
— Nie ma takiej potrzeby — odpowiedziała i sięgnęła do saszetki po komórkę. — Mój współpracownik ma samochód.
— Facet? — warknął, co wywołało u niej zdziwienie.
Nim zdążyła odpowiedzieć, ich uwagę przykuł dzwoniący telefon, który odebrała Lucy.
— Tak, jest tu. Dobrze, Lyon, przekażę — odpowiadała krótko, zapisując coś na kartce. — Powodzenia, miej na nią oko — zaśmiała się i odłożyła słuchawkę, zapisując jeszcze kilka słów w notatce. — Lyon już na ciebie czeka, Juvia.
— No to do zobaczenia — mruknęła Lockser i spróbowała odejść, jednak duża dłoń Graya owinęła jej nadgarstek i przyciągnęła ją do niego, na tyle gwałtownie, by straciła równowagę.
— To jest jakiś żart? — syknął, wpatrując się w jej oczy. — Wyjeżdżasz Lyonem?
— Przestałeś brać ze mną zlecenia — warknęła pretensjonalnie, wyrywając mu się. Dostrzegała, że Natsu ich kontrolował i wiedziała, że w razie czego powstrzyma Graya przed każdą możliwą głupotą. — A ja nie mam zamiaru siedzieć na dupie i wiecznie nic nie robić. Lamia zaproponowała nam współpracę, więc się na nią zgodziłam. Tyle w temacie, Fullbuster.
— Juvia!
Ruszył za nią, kiedy mu się wyślizgnęła, jednak Dragneel rzeczywiście zatrzymał go przy sobie.
— O tym mówiłem. — Chłopak po raz kolejny zaznaczył, że miał rację. — Będzie tylko coraz gorzej.
— Co mam zrobić?! — Fullbuster popatrzył na niego, naprawdę wystraszony.
— Masz dwa dni na to, by opracować jakiś sensowny plan. I poukładać sobie w tym zakutym łbie — mruknął, wracając do swojego piwa. — Inaczej już nie będziesz miał do czego wracać.




Dwa dni. Zawsze miał wrażenie, że to naprawdę krótki czas. Jednak kiedy przesiadywał w pustym mieszkaniu, oczekując powrotu Lockser, miał wrażenie, że każda kolejna sekunda trwała wieczność. Miała wyłączony telefon, a jedynym źródłem informacji o jej stanie, była dla niego Lucy, utrzymująca kontakt z Vastią.
Chyba po raz pierwszy doznawał tak silnego uczucia zazdrości. Natsu ewidentnie unaocznił mu to, co robił przez te wszystkie lata. Nie starał się. Wiedział, że Juvia nieustannie była blisko niego i tak przywykł do owego stanu rzeczy, że nie dopuszczał do siebie możliwości jakichkolwiek zmian. Tymczasem coś się zmieniło, a jego dotychczasowy, prosty plan na życie, upadł.
Stanął w oknie i pił kawę, molestując wzrokiem zegarek. Dochodziła piąta, a wiedział, że Juvia miała wrócić właśnie nad ranem. Właściwie nadal nie wiedział, co mógł jej powiedzieć. Nie potrafił określić tego, co do niej czuje. Nie potrafił określić samego siebie.
Kiedy usłyszał zgrzyt zamka, odstawił kubek i pośpiesznie ruszył do przedpokoju. Dzień wcześniej zadzwoniła i zapytała, czy rano będzie mogła pojawić się u niego, bo nie chciała obudzić nikogo u siebie. Zgodził się, ponieważ niedawno opuścił rodzinny dom i mógł cieszyć się pełną swobodą mieszkania samemu. Sądził, że będzie miał okazję nieco z nią porozmawiać i dowiedzieć się, czy Lyon przypadkiem nie wyciągnął łap po coś, co należało do Fullbustera. A raczej po kogoś.
Dziewczyna wślizgnęła się cicho do środka i odłożyła torbę na podłogę.
— Gray — pisnęła, kiedy chłopak zupełnie nagle pojawił się przed nią w zaciemnionej części pomieszczenia. — Czemu nie śpisz?
— Czekałem na ciebie — odparł, zaciskając lekko pięści.
Martwił się konsekwencjami nadchodzącej konfrontacji.
Cofnęła lekko głowę, otwierając szeroko oczy. Była zaskoczona ów poświęceniem, na które nigdy nie było go jeszcze stać. Wiedziała jednak, że kryły się w tym jedynie intencje do wyciągnięcia z niej wszelkich informacji na temat wspólnej podróży z Vastią.
— Jeżeli chcesz się awanturować, odpuść — mruknęła, kiedy ucałował jej policzek.
Wyminęła go i zdjęła buty, po chwili boso ruszając w stronę niewielkiego salonu.
— Jak ci poszło? — drążył, idąc za nią. Starał się być z całych sił opanowany. — Zawsze opowiadałaś mi o swoich zadaniach od razu po spotkaniu…
— Widocznie straciłam do tego chęci.
Stanęła przy kanapie, a jej smukłą, seksowną sylwetkę oblewało ciepłe światło nocnej lampki. Półmrok ponurego poranka zwiastował ulewny dzień, tak samo jak nabierający na sile wiatr. Szum dostawał się do środka i zagłuszał cichy dźwięk rozsuwanego zamka sukienki, ciągnącego się od dziewczęcego karku przez całe plecy. Gray wiódł wzrokiem za powolnym ruchem jej dłoni i zagryzał policzki.
— Powinniśmy porozmawiać, prawda? — zapytał, podchodząc bliżej.
Ułożył dłonie na jej bokach, a nosem musnął rozgrzaną szyję. Czuł, jak się napięła, a ciche westchnienie tylko poruszyło dodatkowo jego zmysły. Nigdy tego nie rozumiał. Mieli się ku sobie całe życie, a zaledwie dwa razy w życiu ją pocałował. Do tego raz po pijaku. Dokładnie w tym momencie, kiedy sobie to uświadomił, poczuł się jak gówniarz.
— O czym? — Odwróciła lekko głowę w jego stronę. — Przecież wszystko jest w porządku.
Mimo marnych prób, przez jej głos przebijał się żal. Ukrywanie go, zdenerwowało Graya bardziej, niż gdyby powiedziała mu o tym wprost.
— Oboje wiemy, że nie jest — powiedział i skrzywił się lekko, kiedy uciekła z jego rąk i ruszyła do kuchni. — Od jakiegoś czasu czuję się unikany. Mam wrażenie, że straciłaś zupełnie zainteresowanie moją osobą. Wszystko wokół absorbuje twoją uwagę, tylko nie ja. Jeszcze ta misja z Lyonem… Okay, faktycznie, mówiłaś, że jedziesz na zlecenie. Ale nie wspomniałaś ani razu, że akurat z nim.
— Nagle to wszystko zaczęło mieć dla ciebie znaczenie? — Popatrzyła na niego, zakładając ramiona na piersi.
— Nie rozumiem…
— Rozumiesz. — Skierowała oskarżycielsko palec w jego stronę. — Doskonale rozumiesz, tylko duma nie pozwala ci się przyznać.
Ze złością uderzyła czystym kubkiem o blat szafek i wsypała do niego dwie łyżeczki kawy, którą po chwili zalała wrzątkiem. Przez cały czas nerwowo tupała nogą i zagryzała dolną wargę.
— Jesteś przerażającym hipokrytą — powiedziała, kiedy wciąż w milczeniu ją obserwował. — Obiecałeś mi złote góry, Gray.
Popatrzyła na chłopaka, który ściągnął brwi. Wyglądał na zmartwionego, a to jeszcze bardziej ją dobiło. Czuła, jak szkliły jej się oczy, i wiedziała, że każde kolejne słowo coraz ciężej będzie przechodzić przez gardło.
— Jakim prawem wypominasz mi teraz, że mój czas dla ciebie został ograniczony… Dlaczego zastanawiasz się nad tym wszystkim, jakby było dla ciebie niezrozumiałe? Od lat robiłeś to ze mną. Poświęcałeś mi strzępki swojej uwagi, ciągle pochłonięty swoimi zajęciami, jednocześnie stwarzając jakieś złudne nadzieje. — Przetarła oczy i westchnęła głośno. — Tamtej nocy, kiedy walczyliśmy z Zerefem, powiedziałeś coś, co sprawiło, że chciałam jeszcze raz o to wszystko zawalczyć. Uwierzyłam, że ja i ty… że w końcu coś stworzymy.
— Przecież tworzymy — odpowiedział z dziwnym zacięciem na twarzy.
— Co? Co tworzymy, Gray?
— Nie wiem, coś…
— Nic — wcięła mu się i uśmiechnęła cierpko. — Jesteśmy przyjaciółmi, chociaż i to określenie ostatnio przestało być prawidłowe. Po tym wszystkim, co przeżyliśmy, wciąż mijamy się jak obcy ludzie. Nabrałam pewności, że te wszystkie krótkie epizody między nami nigdy nie były poważne. Prawdziwe. To tylko przypadki, o których trzeba zapomnieć.
— Co masz na myśli?
Nawet nie wiedział, kiedy pojawił się tuż za nią. W każdym jej słowie kryła się cząstka czegoś, co przyprawiało go o panikę. Przestraszył ją swoją postawą, wyrazem twarzy, tonem głosu.
— Chcę powiedzieć — zawahała się, jednak wzięła głęboki wdech. — Wymażmy z naszej pamięci wszystko, co nas łączyło Gray.
— Oszalałaś?
— Nie! — Napięła się i odepchnęła go lekko od siebie. — Jaki sens ma stwarzanie durnych pozorów, które jedynie blokują nas na innych ludzi?
— Juvia! — Złapał ją ramiona, kiedy chciała uciec z pomieszczenia, — Juvia, zaczekaj!
— Nie chcę już się łudzić ani niczego udawać! — wrzasnęła, szarpiąc się. — Chcę się od tego wszystkiego uwolnić! Chcę znaleźć kogoś, kto…
— Błagam cię, nawet nie próbuj tego powiedzieć. — Zacisnął na jej nagiej skórze palce, zgrzytając zębami. — Uspokój się i porozmawiaj ze mną!
— Nie mamy już o czym rozmawiać — wycedziła, zaciskając szczęki. — Przez tyle lat żadne rozmowy nic nie wnosiły. Przez tyle lat blokowałam się na tak wiele rzeczy, sądząc, że w końcu otworzysz oczy. Od teraz nie mam zamiaru więcej patrzeć na ciebie przy każdej mojej decyzji!
— Juvia! — Za każdym razem powtarzał jej imię coraz bardziej rozpaczliwie. — Przestań!
— Powodzenia, Gray — warknęła, odrzucając silne ramiona. — Mam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś, kto będzie znosił takiego uczuciowego popaprańca, jakim jesteś ty. Albo w końcu ktoś da radę unaocznić ci, jak bardzo krzywdząca potrafi być obojętność.
— Juvia, zaczekaj — krzyknął, kiedy przeszła przez próg kuchni. — Juvia, ja cię…
Zatrzymała się w mroku przedpokoju i odwróciła bokiem do niego, patrząc prosto w pociemniałe, szklące się od złości oczy. Nie wyglądała na podekscytowaną czy zdenerwowaną. Nagle ogarnęła ją całkowita obojętność, tak jakby potrafiła spokojnie zaglądać w karty przyszłości i spodziewać się wszystkiego, co mogło jej dosięgnąć.
— Ty mnie? — wyszeptała, uśmiechając się blado.
Zacisnął zęby i uciekł wzrokiem, cały się napinając.
— No właśnie… — dodała jeszcze ciszej.
Po kilku chwilach opuściła mieszkanie chłopaka. Gray wpatrywał się w kubek z kawą, który pozostawiła na blacie. Para uciekała z niego powoli, tak jak z niego wszelkie uczucia. Miał wrażenie, że Juvia, wychodząc z jego mieszkania, przekroczyła jakiś horyzont zapalny. Stworzyła barierę z gorących płomieni, których nie potrafił pokonać.
— Kurwa! — ryknął, chwytając w dłoń gorące naczynie.
Roztrzaskał je o ścianę, tworząc na niej ciemną plamę. Resztki kubka zsuwały się po mokrej powierzchni kafelków. Błądził za nimi wzrokiem, czując metaliczny posmak krwi.




I jak?
Głos Natsu dodał Lucy otuchy, kiedy tylko rozbrzmiał w słuchawce komórki. Właśnie podchodziła pod blok przyjaciela, cholernie zniecierpliwiona i zdenerwowana jego kilkudniową nieobecnością w siedzibie. Od kiedy Juvia opowiedziała jej i Erzie o tym, co zaszło po jej powrocie, dziewczęta doszły do wniosku, że Fullbuster musi sam poukładać sobie w głowie. Trwało to jednak zbyt długo, a jego telefon wciąż był wyłączony.
— Wchodzę na klatkę — odparła, otwierając ciemne drzwi z pomocą zapasowych kluczy, które dała jej Juvia. — Odezwę się niedługo.
W porządku. Dzwoń w razie czego, może się stąd wyrwę — powiedział Dragneel, wzdychając ciężko. — Mam jednak wrażenie, że ty prędzej do niego dotrzesz.
W tle słyszała krzyki Stinga, który właśnie komuś groził. Natsu udał się na misję razem z szefem Sabertooth, który również przyłączył swoją organizację do sojuszu przeciwko Raven Tail.
Wrzuciła telefon do torebki i zaczęła wspinać się po schodkach na piąte piętro. Rozmyślała nad całą tą sytuacją; Juvia i Gray często się ścierali, ale tym razem było inaczej. Same oczy Lockser ostrzegały wszystkich przed tym, jak poważna i wściekła była. Dziewczyna naprawdę zapragnęła uwolnić się z sideł toksycznej miłości, którą od lat w sobie trzymała. Heartfilia jej się nie dziwiła; sama wiele przeszła od zniknięcia Natsu i jego nieoczekiwanego powrotu. Mimo wszystko wiedziała, że relacja jej przyjaciół nie mogła zakończyć się w ten sposób.
Zapukała kilka razy do drzwi, jednak nikt się nie odzywał. Sięgnęła po klucze, dzięki którym dostała się do środka i w jednej chwili jej niepokój się wzmógł. Duchota i specyficzny zapach papierosów, alkoholu i niewietrzonego od kilku dni mieszkania zaczęły stwarzać w jej głowie nieprzyjemne scenariusze możliwych wydarzeń. Zajrzała do kuchni i zacisnęła zęby, widząc na ścianie brudną, zaschniętą plamę, a także odłamki ciemnego naczynia. Zlew zawalony był innymi rzeczami, a na stole leżało pełno opakowań po błyskawicznych posiłkach.
— Gray? — Podniosła nieco głos, zaglądając do sypialni.
Podłoga usłana była ubraniami, a pościel na łóżku skopana na samą jego krawędź. Zasłonięte żaluzje, kilka butelek piwa na parapecie i szafce nocnej.
— Idiota — syknęła, odwracając się. — Tak, jakby to był jakiś sposób.
Wkroczyła pewniej do salonu, w którym również nie zastała żywej duszy, tak samo jak w łazience. Rozejrzała się wokół i dostrzegła jeszcze więcej śmieci po samotnych libacjach. W oczy jednak rzuciły jej się rozrzucone po stoliku papiery. Podeszła bliżej i ujęła w dłonie kilka kartek, które natychmiast rozpoznała. Wręczyła je Natsu we wtorek i kazała je przynieść Fullbusterowi, uważając to za dobry pretekst do wyciągnięcia go z domu.
Wizerunek dorosłej, pięknej kobiety przywołał do niej nieprzyjemne wspomnienia. Eileen Belserion była prawą ręką Zerefa, która wciąż nie została przez nich odnaleziona. Fairy Tail, Sabertooth, Mermaid Wheel, Blue Pegasus oraz Lamia Scale uważały jej wykończenie za priorytet. Po Tokio chodziło pełno plotek, które często nakreślały wizerunek partnerki starszego Dragneela jako osoby niespełnej rozumu; istotę destrukcyjną, ucieleśnienie zła.
Juvia i Lyon, których zadaniem było zatrzymanie się w jednym z bardziej znanych hoteli i zaczekanie tam na Eileen. Krążyły plotki, że miała się tam spotkać z szefem organizacji Raven Tail, którą powoli wyniszczali. Oczekiwanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu zebrali kilka porządnych materiałów, w końcu wiedzieli, jak Belserion wyglądała i mogli zacząć robić cokolwiek. Lucy zawsze uważała, że nawet najściślejsze umysły w Fairy Tail nie dorównywały analitycznemu zmysłowi Graya, więc to właśnie jemu chciała powierzyć zadanie rozszyfrowania kilku zagadek. Uważała, że w ten sposób nieco ocuci go z myśli o Juvii; pobudzi umysł, który bez odpowiednich bodźców mógł zacząć podpowiadać mu głupie rzeczy.
— Juvia? — Usłyszała z korytarza.
Odłożyła papiery i ruszyła w tamtą stronę. Nim jednak zdążyła postawić trzy, śmiałe kroki, chłopak pojawił się w przejściu z tęgą miną. Kiedy spostrzegł przyjaciółkę, nieco złagodniał i odwrócił się w stronę drzwi wejściowych.
— Zostawiłem otwarte? — Usłyszała, że jego głos był nieco zniekształcony.
Wyjęła z kieszeni skórzanej kurtki klucze i podała mu je do ręki, znacząco na niego patrząc. Śmierdział alkoholem.
— Co ty z siebie robisz? — zapytała, obserwując siatkę, którą trzymał w ręku. Nie musiała się zastanawiać; wiedziała, że miał tam dla siebie kolejne trunki. — Do reszty ci rozum odjęło?
Warknął coś pod nosem i ruszył do kuchni, najwidoczniej średnio zadowolony z takiego przebiegu zdarzeń.
— Masz już coś? — zapytała, chcąc odłożyć nieprzyjemną rozmowę w czasie i nieco uśpić jego czujność.
Milczał, wyciągając zakupy na blat stołu. Zrzucił na podłogę kilka pustych pudełek i otworzył jedno świeże, które wcisnął do mikrofali.
— Gray, mówię do ciebie — warknęła, zniecierpliwiona.
Jednak chłopak wciąż umyślnie ją zbywał. Nie chciał z nikim rozmawiać. Nawet z nią, mimo tego, że od zawsze była mu bliska jak siostra. Nigdy nie prawiła morałów, nie narzucała własnego zdania. Ale tym razem sprawa miała się nieco inaczej. Jego zachowanie doprowadziło nie tylko do utraty dziewczyny, bez której nie wyobrażał sobie życia, ale także do prawdopodobnego rozpadu ich paczki.
— Dobrze — mruknęła, podnosząc dłonie w pokojowym geście. — Przyszłam sprawdzić jedynie, czy jeszcze żyjesz. Skoro nie chcesz rozmawiać ze mną, to przynajmniej skontaktuj się z Laxusem czy Natsu i powiedz im, jeżeli będziesz coś miał na Eileen.
Zwróciła się do wyjścia. Choć wiedziała, że Gray sobie z nią pogrywał i nie chciała dać się sprowokować, nie potrafiła powstrzymać wielu myśli. Zacisnęła palce na framudze przejścia i zazgrzytała zębami.
— Tylko skończony idiota by się tak po prostu poddał i przestał robić cokolwiek — wyszeptała gardłowo, patrząc na niego kątem oka. Przestał się ruszać. — Współczuję ci tego obrzydliwego uczucia, kiedy będziesz obserwował, jak ktoś inny kładzie na niej łapy. Jak jakiś typ przyciąga ją do siebie, tuli, całuje i uprawia z nią seks. Wtedy zaczniesz pluć sobie w brodę, ale cóż… widocznie sam chcesz obudzić się z ręką w nocniku, Gray.
Ruszyła hardo do drzwi, jednak nim zdążyła złapać za klamkę, Fullbuster chwycił ją mocno i obrócił w swoją stronę. Przez chwilę czuła coś podobnego do strachu, lecz szybko zrozumiała, kto tak naprawdę był w tej sytuacji przerażony.
— Nie chcę jej stracić… — wyszeptał, patrząc na nią spod czarnych jak smoła włosów. — Lucy, nie chcę…
— Draniu — warknęła i bezceremonialnie przywaliła mu w twarz pięścią.
Chłopak stracił równowagę i runął na tyłek, zszokowany przykładając obie dłonie do prawej części buzi. Otworzył usta i patrzył na nią, jakby zobaczył ducha. Nachyliła się i złapała za materiał męskiej bluzy, po chwili szarpiąc całym ciałem jak jakąś kukłą.
— Ty kupo gówna! — ryknęła, zaciskając wściekle szczęki. — Zobacz, co ty robisz ze swoim życiem! Zamiast biec za czymś, co ci ucieka, wolisz siedzieć sam w mieszkaniu i zachlewać mordę! Nie tak się, kurwa mać, walczy o swoje!
— Lucy — jęknął, mając wrażenie, że zaraz pęknie mu kark.
Wyrwał się z jej rąk i pognał do łazienki. Nie wytrzymał, dziewczyna wymieszała w nim alkohol i śmieciowe jedzenie, jak w pralce. Zaczął głośno oddawać naturze swoje grzechy, tuląc mocno kibel. Bolał go przełyk i mięśnie brzucha, ale stwierdził, że skoro już miał okazję tak drastycznie uwolnić się od swojego ciągu alkoholowego, to zrobi to pełną parą. Przynajmniej dopóki nie usłyszał charakterystycznego dźwięku otwieranej butelki piwa.
— Lucy! — ryknął, wytaczając się z łazienki.
Kiedy tylko wpadł do kuchni, myślał, że oszaleje. Wściekła Heartfilia wylewała do zlewu jego cenne piwo. Patrzyła mu przy tym w oczy, a jej mina zamroziła jego ruchy. Walka nie miała sensu.
— Już ja cię, gnoju, postawię na nogi — zaśmiała się cynicznie i cisnęła butelki do kosza. — Będziesz miał kontrolę, jak jakiś szczeniak. Zaraz dzwonię do Silvera.
— Przestań! — jęknął, podchodząc bliżej.
Poczuł, jak dłonie dziewczyny znowu zaciskają się na jego ciuchach.
— Juvia cię nienawidzi — syknęła. Stęknął głośno, czując, że zaraz rozpłacze się jak małe dziecko. — Ale jednocześnie wciąż cię kocha. Istnieje szansa, że jeżeli się postarasz, to uda ci się to uratować. Jednak od teraz będziesz grał według moich zasad. Będziesz mnie słuchać i weźmiesz się w garść, tak?
Pokiwał energicznie głową, jakby jej słowa nadały mu nowy sens życia.
— Won do łazienki. Bierz prysznic, ubierz się jakoś i spakuj rzeczy na ten weekend. Zabierz laptopa i broń — wyliczyła i odepchnęła go od siebie. — Doprowadź się do porządku, pojedziesz na misję.
— Jaką misję?
— Rusz się!
Widząc determinację w oczach przyjaciółki, po raz pierwszy od ostatniej rozmowy z Juvią poczuł, że sam naprawdę pragnie coś zmienić. Poczuł na sercu ciepło, którym było wsparcie Lucy, i wiedział, że miała rację. To naprawdę były ostatnie chwile, w których mógł cokolwiek zrobić. Juvia powoli znikała za mgłą. Pewnie kroczyła przed siebie, pragnąc zmian i prawdziwej miłości. A on? Potrafił jedynie stać w miejscu i obojętnie patrzeć na starania wszystkich ludzi wokół. Zawsze uważał, że rutyna nie jest czymś, co mogłoby mu jakoś zaszkodzić. Tymczasem zrujnował życie nie tylko sobie, ale także Lockser. Zamiast z niego korzystać, pozwalała Grayowi nim kierować. Mógł swobodnie ciągnąć za sznurki.


Rzucił torbę na podłogę w przedpokoju i poprawił przed lustrem kaptur bluzy. Zwrócenie treści żołądka i orzeźwiająca kąpiel postawiły go na nogi, chociaż wciąż odczuwał nieprzyjemne skutki kilkudniowego zapijania smutków alkoholem.
— Nie musiałaś… — szepnął, wchodząc do kuchni, którą Heartfilia ogarnęła, chcąc go nieco odciążyć.
— Zajęłam się jedynie kuchnią — bąknęła, popijając herbatę. — Reszty nawet nie ruszyłam.
Usiadł obok niej, patrząc z wdzięcznością na talerz pełen kanapek. Prawdopodobnie zużyła do nich resztki zapasów z jego lodówki, ale to tylko mogło go zmotywować do porządnych zakupów.
— Jedz. — Usiadła wygodniej, patrząc przez okno na słońce, które wciąż wspinało się na nieboskłon. — Zapchaj żołądek czymś pożywniejszym niż to plastikowe żarcie.
— Co to za zlecenie? — zapytał, przełykając kolejne kęsy, kiedy dziewczyna nieustannie wyglądała przez szybę. — I jak ma mi to pomóc z Juvią?
— Zobaczysz — odparła i zerknęła na niego. — Gray, co czujesz, gdy patrzysz na Juvię? Kiedy z nią przebywasz?
— Nie wiem… — odparł, jednak niebezpieczne spojrzenie zwróciło mu rozum. — Ciężko mi to po prostu określić.
Lucy nieco złagodniała. Gray stracił matkę, mając pięć lat. Nie zdążyłą go nigdy nauczyć tego, jak obchodzić się z kobietami, jak rozróżniać uczucia i je kategoryzować. Być może jej przyjaciel traktował miłość jako coś wrogiego, co niepotrzebnie zajmowało mu głowę? Silver był dobrym ojcem, ale rzadko kiedy był w domu, więc jego syn naprawdę nie miał łatwo. Rozumiała to wszystko aż za dobrze, dlatego niejednokrotnie powtarzała Juvii, by miała na uwadze przeszłość ukochanego. Z drugiej strony jednak, ile można być cierpliwym?
— Masz czasem taki śmieszny skurcz w podbrzuszu, kiedy coś zrobi, powie? Przyjemne ciepło rozlewa się po ciele, czasem wywołuje dreszcze… no wiesz.
Pokiwał zgodnie głową, kiedy jego usta wypełniało jedzenie.
— Na co masz ochotę, kiedy jest obok?
— Na dotykanie jej. Szyja, ramiona, nogi… ma taką delikatną skórę. I zawsze słodko pachnie — zauważył, jakby było to czymś nadzwyczajnym.
— A kiedy milczy? Nie odbiera telefonów, nie pokazuje ci się na oczy?
— Denerwuję się. Martwię, że coś mogło się stać, że ktoś mógł jej zrobić jakąś krzywdę.
Chwilę milczeli.
— Śmiesznie marszczy nos, kiedy się denerwuje. Głupkowato piszczy, kiedy dotknę palcami jej szyi. Kiedy się czegoś wystraszy, na oślep szuka dłonią mojej ręki.
— Widzisz? Jest dla ciebie cholernie ważna. Kochasz ją.
Struchlał, zatrzymując w ustach herbatę.
— Lucy…
— Dlaczego tak ciężko jest ci to przyznać? Choćby przed sobą samym.
— Boję się… — Dziewczyna popatrzyła na niego pytająco. — Boję się, że zadeklaruję jej w jakiś sposób zbyt wiele rzeczy, których jeszcze nie pojmuję. Że nieświadomie ją skrzywdzę.
— Gray. — Ciepła dłoń przyjaciółki zacisnęła się na jego nadgarstku. — Bardziej ją krzywdzisz, udając, że odpowiada ci taki stan rzeczy, jaki łączył was dotychczas. Błędy istnieją po to, by je popełniać. To na nich uczymy się życia. Nie możesz ich unikać, rozumiesz? Gdybyś wcześniej otworzył oczy, zrozumiałbyś, że nie ma w tym nic złego.
— Myślisz, że mi się uda? — zapytał, kiedy zabrała sprzed jego nosa puste naczynia.
— Jeżeli otworzysz umysł i w końcu jej wysłuchasz… Wydaje mi się, że będzie okay. Zbierajmy się. Muszę zdążyć wrócić do siedziby i zobaczyć się ze Stingiem, bo mam dla niego kilka informacji. Natsu ma go tam przyciągnąć po zleceniu.
Blok Graya opuścili w pięć minut. Chłopak wręczył Heartfilii kluczyki od swojego auta, którego nie mógł jeszcze poprowadzić.
— Zauważyłem, że ostatnio rzadko bierzesz zlecenia i właściwie cały czas widzę cię za barem — powiedział, kiedy powoli przedzierali się do Fairy Tail. — Coś nie tak z Mirą?
Lucy uśmiechnęła się pod nosem.
— Wszystko w jak najlepszym porządku — odparła z uśmiechem, wrzucając lewy kierunkowskaz.
Gray nic właściwie nie zrozumiał. W milczeniu spędzał czas na siedzeniu pasażera i obserwował mijane auta i ludzi. Zastanawiał się nad planem Lucy i czuł, że sporo będzie musiał wycierpieć, by się powiódł.


Wpadli do siedziby, zwracając na siebie spojrzenia wszystkich obecnych. Natsu zawył jak wilk, widząc swoją ukochaną, która minęła go bez słowa. Objął ramionami samego siebie, jakby manifestując uczucie samotności i potrzeby miłości.
— Poczekaj, głupku — syknęła, kiedy wpełzł za nią za kontuar i zawiesił się na jej szyi, jęcząc coś o bólu pleców.
Sting podał rękę Grayowi i razem zasiedli przy barze.
— Jak wam poszło? — zapytał Fullbuster, kiedy Lucy zmagała się z odepchnięciem od siebie swojego adoratora i odnalezieniem pożądanych papierków. — Słyszałem, że kogoś dorwaliście.
— Taa — mruknął Eucliffe, przeciągając się. — Cobrę. Skubaniec, twardy typ z niego. Myślałem, że nie otworzy pyska, ale Natsu w końcu się zdenerwował i wziął sprawy w swoje ręce.
— Jest martwy? — Gray się skrzywił.
— Nie, na szczęście odciągnąłem tego narwańca, zanim go starł na pył. — Sting zaśmiał się gardłowo, zwracając na siebie uwagę wszystkich dziewcząt, które znajdowały się w pubie. — W każdym razie, widzę, że my zmierzamy do domów, a ty dopiero zaczynasz.
— Podobno. — Fullbuster skinął głową na Lucy. — Coś mi tam wymyśliła.
— A jak się trzymasz?
Fullbuster nawet nie miał ochoty się zastanawiać, skąd przywódca Sabertooth wiedział o jego problemach miłosnych. Był pewny, że Natsu wypaplał dosłownie wszystko, szukając rad u innych.
— Gdyby Lucy nie dała mi w pysk, pewnie nadal bym go zachlewał.
Eucliffe roześmiał się głośno i popatrzył na dziewczynę.
— Powtórzyłaś manewr swojego kochasia? — zapytał, ocierając łzy. Podniósł nieco za długie włosy, pokazując swoją bliznę. — Natsu też dał mi w mordę, kiedy chciałem zepsuć swój związek z Anayą. Widzę, że poszłaś w jego ślady.
Heartfilia złożyła dłonie i ukłoniła się lekko, w żartobliwym geście.
Arigatō, sensei — mruknęła i otworzyła teczkę, którą podał jej zblazowany Natsu.
Sting sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki, z której wyciągnął swój niewielki notes z logiem restauracji, prowadzonej razem z Rogue’m. Wysunął spomiędzy kartek podłużny przedmiot i popatrzył na Graya. Zdjął leniwie skuwkę i przysunął go do twarzy chłopaka, pozwalając mu zarejestrować, że dzierżył w dłoni wieczne pióro.
— Pisałeś tym kiedyś? — zapytał blondyn, otwierając notes.
— Nie.
Sting wyskrobał na papierze imię Lucy i podał go Fullbusterowi. Pisał naprawdę ładnie jak na faceta. Jego litery były równe, jakby wymierzone co do milimetra; lekko pochylone w prawą stronę. Wyglądały, jakby zapisał je jedną, grubą kreską, nie odrywając dłoni od kartki. Do bólu przypominały czarną, splątaną wstążkę
— Spróbuj — ponaglił go, skinąwszy brodą na kajecik.
Gray ze zdziwieniem próbował odtworzyć zapisane imię, ale za nic w świecie nie mógł tego dokonać. Na papierze pojawiły się kleksy, a w jednym miejscu nawet go przedarł. Ktoś mógłby pomyśleć, że drżała mu ręka, choć wcale tak nie było.
— Wolę ołówki — skomentował żartobliwie, zerkając na Heartfilię, która rozmawiała z kimś przez telefon.
Natsu przyglądał się uważnie temu, co robili. Sting odebrał swoje piśmiennicze narzędzie i dotknął opuszką jego końcówki, zostawiając ślad atramentu.
— Pióra wieczne mają stalówkę — powiedział spokojnie, unosząc omawiany przedmiot przed swoją twarz. — Nigdy nie uda ci się napisać nimi czegokolwiek w elegancki sposób, jeżeli nie należą do ciebie. Ta stalówka ściera się pod właściciela i jego dłoń.
Gray ściągnął brwi, nie rozumiejąc, do czego dążył jego rozmówca.
— Ludzie są jak takie stalówki — kontynuował, zakładając na pióro skuwkę. — Ścierają się pod drugiego człowieka. Czasem może to trwać latami, ale w końcu się uda, o ile szybko nie zrezygnujesz. Tak samo jak przyzwyczajasz się do pisania piórem, tak samo przyzwyczajasz się do drugiego człowieka. Wyczuwasz każde jego zachowanie, najmniejszy gest, tik, nawyk. Dopasowujesz się, idziesz na ugody, starasz się rozumieć, rozmawiać, uzgadniać. Jeżeli jednak nie chcesz się zetrzeć…
Sting stuknął palcem na koślawe Lucy zapisane przez Graya.
— To właśnie robisz z drugim człowiekiem.
Fullbusterowi opadłą szczęka, tak samo jak Natsu i Haertfilii. Nikt nie sądził, że usłyszy coś tak mądrego ze strony Eucliffe’a, który rzadko ich tak zaskakiwał.
Lazurowe oczy Stinga przeniosły się gwałtownie w stronę wejścia do Fairy Tail, w którym pojawił się Lyon. Gray odwrócił się i cały zdrętwiał na jego widok. Aż w nim zawrzało. Zsunął się niebezpiecznie szybko z krzesła, ale Natsu chwycił go nad kontuarem i nie pozwolił pójść dalej.
— Dobrze, że jesteś — powiedziała Lucy, wychodząc do Vastii, który mierzył się wzrokiem z brunetem. — Twój wyjazd jest odwołany.
— Co? Dlaczego? — Chłopak popatrzył zszokowany na Heartfilię. — Nie taka była umowa!
— Wiem, jaka była umowa — mruknęła dziewczyna, zamykając powieki. — Juvia działa jednak najlepiej w duecie z Grayem, są skuteczniejsi. Dzisiaj nie będzie siedzenia w hotelu, a prawdopodobnie dojdzie do jakichś interakcji. Gray jest bardziej doświadczonym egzekutorem od ciebie. Już rozmawiałam z Jurą, potwierdził moje słowa. Widocznie nie zdążył się z tobą skontaktować, bo dopiero zakończyłam rozmowę.
— Tak się składa, że zgubiłem komórkę… — zaśmiał się nerwowo, jednak po chwili spoważniał. — Co nie zmienia faktu, że Juvia czeka właśnie na mnie, a nie na tego dupka. Każdy wie, że potraktował ją jak zabawkę.
Gray miał wrażenie, że coś w nim wybuchło. Nie wiedział, czy wściekł się przez to, co powiedział Vastia, czy przez samą plotkę. Skoro wyrzucił z siebie takie rzeczy, to znaczyło, że sama Juvia mogła właśnie tak na nią patrzeć.
— Zajebię go! — syknął, wyrywając się z rąk Natsu.
Wystartował do Lyona, gotów wpakować mu pięści w twarz, ale w ostatniej chwili ktoś gwałtownie odciągnął go do tyłu. Sting wręcz nim szarpnął, a Natsu błyskawicznie odsunął stamtąd Lucy, która sama chciała się między nich wcisnąć.
— Opanuj się — warknął Eucliffe.
— Lyon, to, że nasze organizacje żyją w sojuszu, nie znaczy, że możesz sobie pozwalać na taką samowolkę.
Wszyscy zwrócili wzrok na ostatnią osobę, która wmieszała się w konflikt i powstrzymała siłą Vastię. Jellal stał za chłopakiem i trzymał mocno za jego ramię. Zza niego wyszła Erza, która omiotła wszystkich wzrokiem i zatrzymała go na Natsu.
— O nie, nie, nie! — krzyknął, wypychając dumnie pierś. — Tym razem to nie ja zacząłem!
— Jura nie będzie zadowolony, kiedy dowie się, że jego człowiek rozrabia w innej organizacji — mruknęła Tytania, zakładając ramiona na piersiach. — Zwłaszcza w Fairy Tail, której szefem jest jego dobry przyjaciel.
— To on wyskoczył do mnie z pięściami! — Vastia popatrzył oskarżycielsko na Graya. Wyglądał jak rozwścieczony byk.
W duchu był niesamowicie wdzięczny Stingowi, że wciąż kurczowo trzymał za ubrania Fullbustera.
— Ale to ty kwestionujesz decyzje naszego łącznika. — Jellal wskazał na Lucy, puszczając Vastię.
Sting pchnął lekko w tył Graya, dając mu znać, by odpuścił, a sam ruszył do przodu, chwytając członka Lamii za rękaw i ciągnąc w stronę wyjścia.
— Chodź, chodź — mruknął, uśmiechając się sztucznie. — Jak tak bardzo palisz się do roboty, to pomożesz w odbiorze żywej przesyłki z Meguro.
Eucliffe mrugnął okiem do Lucy, która westchnęła głośno i opuściła ramiona w niemocy. Popatrzyła po wszystkich ludziach w pubie, którzy w milczeniu obserwowali zajście, po czym bez słowa wróciła za kontuar.
— Gdyby nie sojusz, jeszcze bym ci go przytrzymał — wyszeptał Fernandez, klepiąc Graya po ramieniu.
Fullbuster starał się otrząsnąć. Niejednokrotnie odczuwał zazdrość względem Juvii, ale tym razem coś było inaczej. Ktoś otwarcie zasygnalizował mu, że Lockser była teraz jak relikt, którego pożądało być może dużo więcej osób, niż mogło mu się wydawać. Często ścierał się również z Lyonem, ale tego wieczora miał ochotę wpakować mu kulkę między oczy.
— Trzymaj. — Lucy wcisnęła mu do ręki niewielką karteczkę z adresem motelu. — Tutaj znajdziesz Juvię. Nie mam ochoty tracić dalej czasu na tłumaczenie ci wszystkiego, więc ona to zrobi za mnie. Nie uprzedzę jej również o zmianie w tym dwuosobowym składzie, więc przygotuj się na szok i wykorzystaj to jakoś na swoją korzyść.
— Niby jak?! — W jego głosie odbiła się panika, co Natsu skomentował krótkim śmiechem.
— Nie wiem. Zaskocz nas — odparła Hertfilia i uśmiechnęła się cierpko, odbierając telefon. — Sting? Dopiero wyszedłeś… A to już nie moja wina, trzeba było go nie straszyć, teraz będzie sikał pod siebie ze strachu. Nie, Fairy Tail nie pokryje kosztów prania tapicerki.
— Chodź, zawiozę cię — mruknął Dragneel, podrzucając kluczyki od auta. — Sądzę, że twój organizm nadal nie pozbył się resztek alkoholu.
Fullbuster bez przekonania, wyzuty z jakiejkolwiek energii, chwycił w dłoń torbę i ruszył za przyjacielem. Powoli docierało do niego, że otrzymał prawdopodobnie ostatnią szansę na ratowanie swojej relacji z Juvią. Był na to totalnie nieprzygotowany, ale wiedział, że musiał postawić jedynie na to, co naprawdę do niej czuje. Potrzebował mobilizacji do długo oczekiwanych wyznań a nie tworzenia czarujących wypowiedzi.




Ubrana w małą czarną, siedziała na nadszarpniętej zębem czasu sofie i wpatrywała się w drzwi wejściowe. Lyon miał pojawić się u niej już piętnaście minut temu, a jej telefon wciąż milczał. Zaczynała martwić się, że mogło go spotkać coś niedobrego. Z drugiej jednak strony nie żałowałaby, gdyby się nie pojawił. Był idealną przynętą na Graya, wiedziała o tym doskonale. Ale jako egzekutor nie sprawdzał się prawie w ogóle, co tylko utrudniało jej zadania.
— Nareszcie — warknęła, słysząc ciche pukanie do drzwi. Doskoczyła do nich i bez namysłu otworzyła skrzydło.
Wstrzymała oddech. Zalany deszczem mężczyzna stał tuż przed nią; wyższy od Vastii przynajmniej o głowę, barczysty i milczący, krył się w cieniu pustego korytarza. Zadrżała ze strachu, plując sobie w brodę. Miała skrytą nadzieję na to, że była to zwyczajna pomyłka. Przynajmniej dopóki nie zaczęła rozpoznawać tej sylwetki.
— Nie wierzę — warknęła, chcąc zatrzasnąć wejście.
Intruz jednak bez najmniejszego problemu zablokował. Wpadł do środka, z hukiem za sobą zamykając i rzucił torbę na podłogę. Miał ochotę ją chwycić, ale doszedł do wniosku, że takie ofensywne działania mogą jedynie pogorszyć sytuację.
— Co ty tutaj robisz?!
Widział, jak się w niej gotowało.
— Przyszedłem wykonać zadanie — odparł, ściągając z głowy kaptur. — Niewiele wiem. Lucy powiedziała, że wszystko mi wyjaśnisz.
Zmierzył ją wzrokiem, który zatrzymał na krawędzi sukienki.
— Tak chciałaś przywitać Lyona? — zapytał, rozsuwając kurtkę.
— Daj sobie spokój — warknęła, stukając kciukami w ekran komórki. — Mam zadanie do wykonania, chciałabym ci przypomnieć.
Nim zdążyła zrobić cokolwiek jeszcze, Gray wyrwał jej telefon i uniósł go wysoko, kiedy próbowała doskoczyć i mu go odebrać.
— Nie masz po co dzwonić do Lucy — powiedział, kiedy jej twarz już całkowicie poczerwieniała. — To wszystko zostało ukartowane. Nikt ci tego nie wyjaśni ani nie odwoła. Dzisiaj gramy we dwoje, czy tego chcesz, czy też nie.
Poruszyła ustami i odwróciła się energicznie. Nie chciała pokazać mu tego, jak bardzo wytrącono ją z równowagi. Kiedy próbowała odciąć się od wspólnej przeszłości z nim grubą kreską, nagle spadł jej z nieba i zburzył wszystkie plany.
— Co za niedorzeczność… — wyszeptała, kręcąc głową. — Masz coś na przebranie? Nie pójdziesz ze mną w takich ciuchach. Musisz mieć garnitur.
— Mam koszulę i marynarkę — odparł, otwierając sportową torbę.
Był przeszczęśliwy widząc, że nie wygniotły się za bardzo.
— I dres do kompletu? — warknęła, patrząc na szare spodnie.
— Juvia, wiesz, że zawsze jestem przygotowany, więc przestań się burzyć. — Starał się chociaż wyglądać na opanowanego. Tak naprawdę trzęsły mu się dłonie, a wnętrzności przewróciły do góry nogami.
Uciekł do łazienki i zamknął się w niej, a Lockser wbiła swoje spojrzenie w drzwi. Mimo złości i żalu poczuła, że jej serce wali zbyt mocno i zbyt szybko. Próbowała ukryć przed sobą prawdziwe uczucia, które targnęły się na jej umysł. Znała Graya i wiedziała, że ten człowiek nie chował honoru do kieszeni. Nie przyjechał bez powodu, tego była wręcz pewna. Bała się jednak, że ich osobiste sprawy doprowadzą do zawalenia zadania.
Rozłożyła na stoliku papiery, by zaraz szybko wszystko wyjaśnić swojemu nowemu towarzyszowi. Czuła, jak czas ich gonił.
— Może być? — zapytał, wychodząc z łazienki.
Milczała. Spoglądała na niego dosyć obojętnie, choć wszelkie jej wewnętrzne demony, darły się właśnie wniebogłosy. Czarne jeansy, czarne buty, czarna marynarka. Wszystko to dopełnione koszulą, w kolorze czerwonego wina. Zaczesał delikatnie do tyłu włosy, a jego blada skóra przełamywała te ciemne barwy, zwracając wzrok ku przystojnej twarzy.
— Powiedzmy — parsknęła, zaciskając palce na teczkach. — Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę powtarzać.
Chłopak podszedł bliżej i usiadł obok niej na sofie. Męskie perfumy sprawiły, że zakręciło jej się dodatkowo w głowie, a resztki skupienia rozproszyły się jak mydlana bańka.
— Sprawa wygląda tak, że według niesprecyzowanych informacji Eileen i August, który niedawno zasilił szeregi Raven Tail, mają się dzisiaj spotkać w jednej z pobliskich restauracji — powiedziała stanowczo, uderzając palcem w zdjęcie starszego mężczyzny. — Prawdopodobnie będą wymieniać informacje na temat swojej współpracy, czyli próby zniszczenia Fairy Tail i Sabertooth.
Gray przełknął głośno ślinę. Nie wiedział, że tak wiele spraw go ominęło.
— Do spotkania została godzina.
Zerknęła na niego kątem oka. Zawiesił spojrzenie na jej dłoniach, w których trzymała papiery i uśmiechał się delikatnie. W jego spokojnym spojrzeniu dostrzegała nutę nostalgii, która wzbudziła w niej dreszcze.
— Gray — mruknęła.
Obrócił z wolna głowę w jej stronę, przyprawiając ją o gęsią skórkę. W zaciemnionym pomieszczeniu, które wypełniało jedynie światło niewielkiej lampki, stojącej za chłopakiem, trwała martwa cisza. Jego sylwetka zdawała się być mimo wszystko inna. Enigmatyczna otoczka dodawała mu dziwnego, mrocznego charakteru.
— Coś nie tak? — nachylił się lekko, chcąc spojrzeć jej w twarz.
Dziewczynie ciężko było dostrzec jego buzię pod światło.
— Wyglądasz… jakoś inaczej — wyszeptała, zaciskając palce na materiale sofy.
— Jak?
Wiodła wzrokiem za jego dłonią, która wzniosła się ku górze. Delikatnie dotknął jej policzka, jakby bał się, że zrobi jej krzywdę. Po chwili otulił rozgrzaną twarz dziewczyny. Dostrzegała jedynie jego połyskujące oczy.
— Niebezpiecznie.
Uśmiechnął się lekko i zbliżył do niej, wywierając silną presję, której nie mogła się za nic oprzeć. Sparaliżowana wybuchową mieszanką różnorakich uczuć, wpatrywała się w usta chłopaka, jakby oczekując nieuniknionego. Zamknęła w końcu powieki, gotowa na dotyk ciepłych warg, ale ten się nie pojawił.
Choć nie chciała mieć z nim już nic wspólnego, zawiodła się. Nie wiedziała tylko, czy na tym, że pragnęła pocałunku, a może na Grayu, które ów czynności nie sfinalizował.
— Co mam zrobić? — wyszeptał, obdarowując jej policzek gorącym oddechem.
Oparł skroń o jej kość policzkową, zaciskając delikatnie palce na dziewczęcym karku.
— N-nie rozumiem… — odparła, nie wiedząc, gdzie ułożyć dłonie.
— Co mam zrobić, byś do mnie wróciła? — odsunął się gwałtownie, by popatrzeć w niebieskie oczy, których przez te kilka dni brakowało mu jak nigdy wcześniej.
Jedyne, czego naprawdę potrzebowała, to jego szczerości względem uczuć. Pragnęła, by w końcu wyrzucił z siebie wszystko, co do niej czuje. Nieważne, jak bardzo mogła zaboleć ją prawda. Chciała wiedzieć, na czym stoi, czy mogła liczyć na odwzajemnioną miłość, która od lat była dla niej cholernie niepewna.
Uciekła od niego. Nie była gotowa na żadne rozmowy tego typu, zwłaszcza że mieli tak poważne i odpowiedzialne zadanie. Od nich zależało to, czy uchronią swoją ekipę, a także ludzi Stinga.
— Zbieraj się — wyszeptała, idąc w stronę łazienki. — Musimy być tam wcześniej.




W ciszy, bacznie mu się przyglądała. Prowadził auto w skupieniu, a jego oczy nieustannie połyskiwały od zdenerwowania. Dostrzegała, jak zaciskał palce na kierownicy, jak grymasił. Miała wrażenie, że jakiś dokuczliwy ból nie chciał dać mu spokoju.
Płynnie wprowadził auto na parking przed jedną z najpopularniejszych restauracji. Zgasił silnik i patrzył przed siebie.
— Jeszcze raz — wyszeptał, zamykając powieki — pokrótce.
— Wchodzimy, kelner prowadzi nas do wybranego stolika, szukamy ich — wyliczała, poprawiając włosy. — Ja podrzucę pluskwę i słuchamy co się dzieje. Musimy wiedzieć, jakie plany ma Eileen i na czym polega jej współpraca z Raven Tail. Do tego ten August… to naprawdę niebezpieczny typ.
Skinął głową. Niedługo później wjechali na wielki parking, na którym ledwo udało im się odnaleźć wolne miejsce. Gray sięgnął po torbę, z której wydobył pistolet. Wsunął go za pasek spodni i zakrył marynarką. Z auta wysiedli niemalże równocześnie, zachowując grobowe miny. W milczeniu dotarli pod samo wejście, gdzie po porozumiewawczym spojrzeniu, natychmiast weszli w swoje role.
— Dobry wieczór! — zaszczebiotała Juvia, kiedy podeszli do jednego z kelnerów. — Razem z moim lubym mieliśmy zarezerwowany stolik na godzinę dwudziestą. Lockser. Juvia Lockser.
Młody mężczyzna uśmiechnął się do nich promiennie i podszedł do kontuaru. Wpisał na komputerze dane dziewczyny i po chwili wyprostował się, zabierając z blatu dwie karty. Zaprowadził ich do stolika pod ścianą, skrytego w kącie sali, skąd mieli doskonały widok na całe pomieszczenie.
— Ale nam się trafiło… — szepnął Gray, otwierając obite sztuczną skórą menu.
— Żartujesz? — prychnęła oschle dziewczyna, gubiąc nagle wymuszoną wobec niego uprzejmość. — To Levy włamała się do ich systemu i nas tu posadziła. Zresztą, gdyby nie ona, nawet by nas tu nie wpuścili.
— Dlaczego?
— To restauracja dla bogaczy — odparła, zaglądając w kartę. Jej uwagę od razu przykuła kuchnia europejska. — Jeżeli nie masz renomy, nie wypijesz tutaj nawet szklanki wody.
Gray z każdą chwilą uświadamiał sobie, że w tę sprawę było zamieszane naprawdę wiele osób,  a jego ignorancja go z niej wykluczyła. Był zależny od Juvii i jej decyzji, ponieważ nawet jego zdolności do naprawdę dobrej dedukcji w tej sytuacji były zupełnie pozbawione sensu.
— Za ile tu będą? — zapytał, widząc nadchodzącego kelnera.
— Nie mam pojęcia.
Suchy ton dziewczyny wywołał w jego głowie nieprzyjemny zgrzyt. Postanowił się przez jakiś czas zwyczajnie nie odzywać, ani nie zmuszać do tego swojej partnerki. Pogłębianie tego konfliktu mijało się z celem.
Po upływie dwudziestu minut, w trakcie których kelner zdążył zaproponować im wino i przynieść przestawki, Juvia zaczęła się niecierpliwić. Kilka razy spojrzała na telefon, aż w końcu udała się do łazienki, by zadzwonić do Levy.
Gray chrupał grube paluchy, mocząc je w sosie i wpatrywał się beznamiętnie w szybę. Kilka razy przyłapał się na tym, że totalnie porzucał główny cel podróży, na rzecz Lockser. Zamiast zastanawiać się nad konkretnym planem działania i przyswajać informacje, jakie dziewczyna mu przekazywała, on wciąż snuł rozważania na temat wypalającej się relacji.
— Szlag!
Wraz ze zdenerwowanym głosem dziewczyny rozległo się także uderzenie o stolik. Gray powiódł wzrokiem za twarzą Lockser, która usiadła naprzeciwko niego i założyła ramiona na piersiach. Zacisnęła usta, dostrzegając wyczekujące spojrzenie Fullbustera.
— Nie przyjdą — warknęła, odwracając głowę. — Jutro znowu będziemy musieli się tu pojawić.
Chłopak podparł policzek na dłoni i przymknął powieki. Mimo wszystko poczuł jakąś ulgę.
— Cieszmy się więc spokojnym wieczorem — zażartował, leniwie się prostując.
— Żartujesz?
Skarcony rozwścieczonym wzrokiem, przewrócił oczyma i popatrzył w stronę kelnera, który niósł ich dania.
— Nie mamy wyjścia — dodał szeptem — zjemy i wracamy. Nie warto wychodzić w tym momencie, skoro mamy jutro tu wrócić. Chcesz z marszu zostać wykopana przez obsługę?
Zbyła to milczeniem. Uśmiechnęła się radośnie do pracownika, który postawił przed nią talerz i podziękowała grzecznie. Fullbuster skinął mu głową.
— Skoro mamy przymusową przerwę w misji — powiedział, odkrajając kawałek steka — może pogadamy o czymś innym?
Ponownie nie uzyskał reakcji.
— Juvia — warknął, patrząc na nią. — Naprawdę mamy zamiar tak się zachowywać przez cały ten czas?
W końcu zorientował się, że dziewczyna wpychałą do ust kolejne kawałki jedzenia, byleby tylko z nim nie rozmawiać.
Wziął wdech i zsunął się lekko z krzesła. Złapał pomiędzy nogi jej stopę i gwałtownie pociągnął ją w swoją stronę. Dziewczyna pisnęła i prawie wypluła wyżutą masę na talerz, chwilę później zaciskając dłonie na brzegu stolika.
— Jeżeli nie zaczniesz ze mna rozmawiać, uprzykrzę ci życie — zakomunikował ostro, kiedy zaciekawione spojrzenia od nich uciekły. — Chcesz tego?
— Przestań grać! — wycedziłą przez zaciśnięte zęby. Gray wiedział już, że kolejne słowa go zmiażdżą. — Co ty sobie wyobrażasz?! Że spędzimy kilka godzin razem i wszystko się jakoś ułoży? Nie, tak nie będzie mój drogi. Przestań się starać, bo między nami już nigdy nic nie będzie. Zrozum to w końcu!
Fullbuster przejechał językiem po zębach, gubiąc ostrość widzenia. Odwrócił lekko głowę, próbując odbić od siebie tę gorzką informację. Nadaremno.
— Zjedzmy i jedźmy do motelu — powiedział cicho. — Chyba mam dosyć tego dnia.
Dziewczyna spodziewała się czegoś innego. Napadu złości, wybuchu żalu, czegokolwiek gwałtownego, przypisanego do charakteru Graya. Tym razem było jednak inaczej. Wybrał milczenie i tępe wpatrywanie się w poszczególne przedmioty wokół nich.




— Co robisz? — zapytała niepewnie, kiedy Gray wjechał na chodnik pod jednym ze sklepów.
— Idę po piwo — rzucił, zatrzaskując za sobą drzwi.
Choć ostra reprymenda Lucy wciąż rysowała się w jego wspomnieniach i dotkliwie raniła męską dumę, dzisiaj nie mógł sobie odpuścić. Czuł ten ostateczny cios, zadany przez dziewczynę, i wiedział, że zwyczajnie nie będzie potrafił się rozluźnić. Nie zaśnie. A następnego dnia, zmęczony, zawali zadanie.
Pchnął drzwi; dzwoneczek oznajmił sprzedawcy jego obecność. Wszedł pomiędzy półki, zgarniając swoje ulubione, bekonowe chrupki i paczkę kabanosów, aż w końcu stanął przed dylematem, zamkniętym w szerokiej lodówce. Po krótkim namyśle otworzył jej szklane drzwi i wyciągnął dwie butelki piwa, które ostatnio pił z Natsu. Kiedy odwrócił się, by ruszyć do kasy, uderzył o niewielkie ciało.
— Co ty tu robisz? — mruknął, patrząc z góry na partnerkę.
Juvia poruszyła ustami, bawiąc się kluczami od auta. Wzięła jednak wdech i ruszyła w sobie znanym kierunku. Kiedy Fullbuster płacił za zakupy, Lockser stanęła za nim z butelką wina. Nie skomentował tego. W końcu żadna jej decyzja nie była już z nim związana, a on nie miał prawa ich negować.
Poczekał na nią przy drzwiach i razem poszli do auta. Droga do motelu ciągnęła się w milczeniu. Kiedy dostali się do pokoju, Gray nagle zatrzymał się w połowie kroku, odczuwając wrażenie otępienia. Zegar wskazywał kilka minut po dwudziestej, więc wieczór miał mu się dłużyć w niesympatycznej atmosferze. Jednak nie to było najgorsze.
W pomieszczeniu znajdowało się tylko jedno, dwuosobowe łóżko. Wiedział, że tę noc spędzi na kanapie i już zaczął odczuwać skutki leżenia na niewygodnym meblu. Z całego serca nienawidził wstawać niewyspanym i obolałym.
Ocknął się nagle i przeniósł wzrok na Juvię, która nalewała sobie wina do szklanki. Czuł, jak wściekłość w nim wezbrała.
— Jedno łóżko — oznajmił chłodno i uderzył butelkami o blat stolika. — Jedno łóżko, Juvia.
— O co ci chodzi? — parsknęła, zaraz wlewając w usta sporą ilość trunku.
— Przecież to nie ja miałem tu być…
Lockser widząc, jak zaciska pięści, wbijając w jej oczy jedno ze swoich najgroźniejszych spojrzeń, aż cofnęła się o krok.
— Jesteś z nim?
— Co?!
— Pytam, czy jesteś z Lyonem?!
Otworzyła szeroko usta, czując się znieważona i wytrącona z równowagi.
— Do reszty cię popieprzyło?!
— Wiedziałaś, że jedziesz z nim wykonać zadanie! — huknął, zbliżając się o krok. — Zabiję go. Zamorduję! Własnymi rękoma wyrwę mu jajca!
— Uspokój się, do cholery! Obudzisz wszystkich w motelu!
— Jak mam się uspokoić? Powiedz mi, jak mam być spokojny?! Boże, nie wierzę. Okay, możesz mnie nienawidzić po tym wszystkim, ale wiesz co? Uważałem, że stać cię na kogoś lepszego!
Dziewczyna wypiła resztę wina ze szklanki i z łoskotem odstawiła ją na blat. Podeszła do niego i uderzyła bokiem pięści w szeroką klatkę piersiową.
— Jesteś okropny — wycedziła, oskarżycielskim tonem. — Tylko taki pokój nam zaoferowano. Vastia spałby na kanapie, czyli tam, gdzie twoje miejsce!
Gray zacisnął usta.
— Idę pod prysznic — syknęła, wymijając go. — Spróbuj mi przeszkodzić, a odstrzelę cię z twojej własnej broni, gnoju.
Po chwili pokój wypełnił trzask zamykanych ze złością drzwi. Fullbuster opadł na kanapę, nawet nie zdejmując marynarki. Otworzył piwo zapalniczką i przechylił butelkę, upijając z niej prawie połowę zawartości. Wbił wzrok w tani obraz, krzywo wiszący na przeciwległej ścianie, i zacisnął zęby.
Wiedział, że źle zrobił, rzucając takie oskarżenia bez przemyślenia tego, ale nie wytrzymał. Wszystko w tej chwili wydawało mu się złe i podejrzane. Wszystko działało na jego niekorzyść. Nim usłyszał lejącą się pod prysznicem wodę, wypił całe piwo.
Był zły przede wszystkim na siebie. Miał to dobrze rozegrać, sprawić, by Juvia na nowo mu zaufała i uwierzyła, że tym razem Gray naprawdę chce coś zmienić. A jak na razie cała sprawa podążała w przeciwnym kierunku.
— Szlag… — syknął pod nosem, przyciskając pięść do ust.
Podniósł się gwałtownie i wyszedł z pokoju, zabierając ze sobą jedynie papierosy. Zszedł na parter i wyszedł przed budynek, pochwalony przez właścicielkę za to, że nie palił w środku.
Stanął na parkingu i popatrzył w niebo. Robiło się pochmurno, a powietrze stało się ciężkie. Nie spodziewał się burzy i nie bardzo był na nią przygotowany. Widząc jednak pierwszy rozbłyski na niebie, czym prędzej odpalił fajkę.
Setagaya była jednym z największych okręgów Tokio. Gray wiedział, że jeżeli chodzi o przemysł narkotykowy, sutenerstwo i handel żywym towarem nie miała sobie równych. Niejednokrotnie ścigał tutaj z Jellalem i Erzą ludzi, którzy zajmowali się stręczycielstwem. Nie lubił tam przebywać. Miał wrażenie, że wszystko jest brudne i podejrzane.
Zawiesił wzrok na mężczyźnie odzianym w drogi garnitur. Wysiadł z jednego z najnowszych mercedesów, otoczony wianuszkiem młodych dziewcząt, ubranych w kuse sukienki. Odurzeni alkoholem i pełni radości minęli go, wchodząc do motelu. Fullbuster westchnął, zaciągając się dymem. Obrączka na palcu tego człowieka świadczyła o jego niewierności. Nie wiedział, która kobieta była jego nieszczęśliwą wybranką, jednak cholernie jej współczuł.
— Poczęstujesz nas papierosem?
Wyrwany z zadumy spostrzegł przed sobą dwie kobiety. Natychmiast nabrał pewności, że były od niego starsze i zupełnie nieświadome jego wieku. Marynarka i skryta pod nią, czerwona koszula, zdecydowanie dodawały mu lat i klasy.
Bez słowa wysunął w ich kierunku dłoń z paczką Marlboro, po chwili podając im również zapalniczkę. Wiedział, co się święci.
— Wiesz, nie tylko on może się tak świetnie bawić dzisiejszej nocy — wyparowała jedna, nie zważając na zmieszaną minę koleżanki. — Taki przystojny i elegancki mężczyzna nie powinien odczuwać tej nieprzyjemnej samotności.
Dotknęła ramienia Graya, na co zareagował znaczącym chrząknięciem.
— Nie potrzebuję towarzystwa — odparł spokojnie. — Szukajcie innego głupka, którego portfel nie świeci pustkami.
Dziewczyny zaśmiały się nieco gardłowo. Ta bardziej rozmowna oblizała usta i wspięła się na palce, zbliżając do chłopaka swoją twarz.
— Kto powiedział, że chcemy kasy — mruknęła, wydychając w jego twarz kłębek dymu. — Może zwyczajnie nam się nudzi.
— To niedobrze, drogie panie. Skoro dajecie dupy za darmo, to świadczy o całkowitym pogwałceniu własnej godności — skwitował lekko, rzucając peta na chodnik. Przydeptał go. — Gdybyście brały za to jakieś pieniądze, przynajmniej kryłby się w tym jakiś cel.
— Hej, nie pozwalaj sobie na zbyt wiele! — warknęła, ściągając brwi.
— Gray!
Zaalarmowany gwałtownie się odwrócił. Juvia stała w progu recepcji w koszulce i krótkich spodenkach, wpatrując się w niego. W jej oczach dostrzegał strach. Pierwsze grzmoty zaczęły wstrząsać niebem, a o ziemię rozbijały się coraz większe krople deszczu.
Kiedy dostrzegł, jak miętosi w dłoniach brzeg bluzki, odczuł niepokój. Odszedł od kobiet, nie zważając na to, co do niego mówiły, i zbliżył się do dziewczyny.
— Przeziębisz się — mruknął, wpychając ją do środka.
Mijani w holu mężczyźni lustrowali Juvię wygłodniałymi spojrzeniami. Fullbuster chwycił dziewczynę za ramię i zaczął za sobą wlec, nie zwracając nawet uwagi na to, że zaraz zacznie ją ciągnąć po ziemi.
— Nie powinnaś chodzić tutaj sama — syknął, kiedy zamknął za nimi drzwi. — Kręcą się tutaj podejrzani faceci.
— A one nie były podejrzane?! — syknęła, pretensjonalnym tonem, podchodząc do stolika.
Tym razem, bezpardonowo, sięgnęła butelkę i napiła się bezpośrednio z niej.
— Przestań — warknął, podchodząc do niej i wyrywając z ręki trunek. — Uwalisz się, a jutro będziesz marudzić.
Dziewczyna otarła usta i ponownie przechwyciła wino. Gray wiedział, że nawet po niewielkiej ilości alkoholu jej oczy robiły się szkliste; to zawsze wywierało na nim dziwne odczucia.
— Po co tam poszłaś? — zapytał, ściągając marynarkę. Wcisnął ją na wieszak i powiesił przy drzwiach wyjściowych. — Przecież zaraz byłbym z powrotem.
— Zostawiłeś tutaj wszystko — odparła, opadając na kanapę. — Nie wiedziałam, co się dzieje.
W jego głowie zapaliła się mała lampka. Nic jednak nie powiedział. Zabrał rzeczy i udał się pod prysznic, kiedy Juvia włączyła telewizor i skupiła się na jakimś programie.
Pod strumieniami gorącej wody nieco się rozluźnił. Nasilające się grzmoty przedostawały się przez ściany, tak samo jak dźwięk walącego o dach deszczu. Był coraz bardziej przekonany, że tej nocy nie zmruży oka.
— Zamknąłeś drzwi na klucz? — zapytała cicho, kiedy tylko pojawił się z powrotem w pokoju.
— Ta — bąknął, wiążąc sznurek dresowych spodni.
Pozbawiony górnej części garderoby, podszedł do okna i zamknął je. Zasłonki robiły zbyt wielki hałas, będąc miotanymi przez wiatr.
Fullbuster usiadł obok dziewczyny i otworzył piwo, wpatrując się w ekran. Dziewczyna oglądała znajomy film, który często powtarzano w telewizji. Dopiero po kwadransie zorientował się, że butelka obok niej jest pusta.
Całe piekło przede mną, pomyślał, przymykając powieki. Pijana Juvia to męcząca Juvia. Jednakże to stawiało go w nieco lepszej pozycji.
— Martwiłaś się o to, że zostałaś zupełnie sama? — zapytał nagle, odwracając w jej kierunku twarz. — Czy o mnie?
Zassała na moment wargi, nie odrywając oczu od filmu.
— Martwiłam się, że sama nie podołam zadaniu — odpowiedziała bełkotliwie.
— Mogłem się tego spodziewać. — Na jego twarz wpełzł cierpki uśmiech.
— Jesteś obrzydliwy, Gray.
Spiął mięśnie. Nigdy nie odzywała się do niego w taki sposób, a przez te kilka godzin wyrabiała chyba jakąś kilkuletnią normę. Chciał powiedzieć coś na swoją obronę, jednak dziewczyna nie miała zamiaru dopuścić go do słowa.
— Najobrzydliwszy na świecie. Mogłabym nawet powiedzieć, że niebywale okrutny. Pewnie teraz myślisz, że to tylko pieprzenie nawalonej dziewczyny i nie warto się tym przejmować, prawda? — Odwróciła w końcu głowę w jego strony. Tym razem oczy nie błyszczały jedynie od alkoholu. — Oczywiście, że czujesz się niewinny. Przecież nigdy nie podniosłeś na mnie ręki, ani nie wyzwałeś. Zawsze byłeś blisko, pomagałeś mi, ratowałeś z opresji. Jak anioł, prawda?
— Juv…
— Ty podły draniu — wycedziła przez zęby. — Nawet nie wiesz, jak bolesna potrafi być obojętność. Zdarzały się momenty, kiedy wolałabym, abyś dał mi w twarz lub zrównał z ziemią. Zrobił cokolwiek, co znaczyłoby o jakimś zainteresowaniu. O uczuciach. O czymkolwiek, co nas łączy. Ale dla ciebie to nie istniało i nigdy nie miało zaistnieć.
Podciągnęła kolana pod samą brodę i znowu wbiła wzrok w telewizor.
— Nie wyobrażasz sobie tego. To tak strasznie upokarzające. Płaszczenie się przed tobą. Usilne próbowanie zwrócenia na siebie uwagi. Bycie gdzieś z boku. To tak bardzo boli, kiedy robi ci to osoba, którą mocno kochasz. Wiesz?
Nie uraczył jej żadną odpowiedzią.
— Nie wiesz… bo nigdy nie byłeś na moim miejscu. Stałam się dla ciebie taką odskocznią. Przez te wszystkie lata zwracałeś na mnie uwagę wtedy, kiedy sam potrzebowałeś ciepła. Lub miałeś do mnie jakąś sprawę. Taka sama jak inni ludzie, obojętna. Byłam. Moje istnienie gdzieś tam ci odpowiadało. Ale czułam, że w każdej chwili mogła znaleźć się inna osoba, która wstąpiłaby na moje miejsce. Dla ciebie nie miało to znaczenia.
— Juvia, to, co mówisz, to bujdy — zaprotestował hardo, prostując się.
— Starałam się. Robiłam ze sobą wszystko. Ubierałam się inaczej, malowałam. Próbowałam nawet zajmować się tym samym co ty. Wciąż liczyłam na to, że w jakiś sposób się mną zainteresujesz. A ty przez te wszystkie pierdolone lata miałeś mnie jedynie za taką głupiutką maskotkę. Okazjonalnie pozwalałeś mi się do siebie zbliżać, kiedy tego potrzebowałeś lub kiedy Lucy mówiła, że źle mnie traktujesz. Wszystkie te chwile były dla mnie jak małe skarby. Korzystałam z nich, jak tylko mogłam, bo nie było ich wiele. Robiłeś mi nadzieję, Gray — rzuciła mu rozżalone spojrzenie. — Obrzydliwą, bolesną nadzieję na to, że w końcu… coś. Nie wiem. Że stanę się ważna. Najgorsze były te incydenty. Kiedy mnie przytulałeś. Pocałowałeś, pod wpływem jakiejś dziwnej chwili lub alkoholu. To było jak bomby, które całkowicie mnie niszczyły.
Westchnęła ciężko, chcąc powstrzymać szloch.
— Gdybym miała powiedzieć, kogo nienawidzę najbardziej na świecie — wyszeptała, patrząc mu prosto w oczy — to tą osobą byłbyś ty, rozumiesz? Nienawidzę cię. Z całego serca cię nienawidzę, Gray. Chciałabym, abyś był dla mnie nikim. Abyś zniknął z mojego życia i już do niego nie wrócił.
Nie potrafił już nic powiedzieć. Ostatkiem silnej woli powstrzymywał się od tego, by zwyczajnie nie wybuchnąć płaczem. Nieprzyjemna gula tkwiła w jego ściśniętym gardle, blokując każde słowo, jakie chciał z siebie wydusić.
Poruszył się nerwowo, kiedy Lockser dźwignęła się niepewnie na nogi. Popatrzyła na niego jeszcze chwilę, po czym z wolna okrążyłą kanapę i ruszyła w kierunku łóżka.
— Nikomu nie życzę takiego życia — wyszeptała. — Najgorszemu wrogowi. Mam nadzieję, że kiedyś się opamiętasz i kogoś pokochasz. Zrozumiesz, jak silne jest to uczucie i jak wiele cierpienia potrafi zadać, kiedy jest nieodwzajemnione.
Kiedy ułożyła się już pod kołdrą, jeszcze na moment przerwała nieprzyjemną ciszę.
— Po zakończeniu sprawy z Eileen i Raven Tail odchodzę z Fairy Tail — dodała. — Wyjeżdżam. Tylko tak uda mi się wykluczyć cię ze swojego życia.
Zacisnęła powieki, kiedy piorun uderzył gdzieś niedaleko. Nocna lampka zgasła w tym samym momencie co telewizor. Burza pozbawiła ich prądu. Szalejący na zewnątrz wiatr i bębniący o szyby deszcz zagłuszały wszelkie inne dźwięki.
Gray był temu wdzięczny. Pochylony do przodu, w nieprzyjemnym mroku, mógł dławić się własnymi łzami, maskując  rozpacz. Zaciskał palce na włosach, zgrzytając zębami i przeklinając samego siebie.
W tamtej chwili zrozumiał, że to był koniec.




Otworzył spuchnięte powieki.
Pękała mu głowa. Czuł się, jakby ktoś porządnie obił ją młotkiem podczas snu. Uniósł się do siadu. W okolicach wciąż trwały grobowe ciemności. Nie wiedział nawet, kiedy zasnął, zmęczony płaczem i porażką, jakiej dostąpił. Burza się uspokoiła. Wciąż siąpił deszcz, a wiatr delikatnie kołysał drzewami, jednak nie słyszał już żadnych grzmotów.
Przetarł twarz dłońmi, zastanawiając się, czemu właściwie się przebudził. Nie śniło mu się nic złego, a wewnątrz pokoju panowała zupełna cisza. Przynajmniej do chwili, kiedy przez pomieszczenie przebiegł dźwięk cichego pukania.
Fullbuster ostrożnie wstał na nogi i poruszył głową, chcąc rozruszać kark. Popatrzył na Juvię, która spała odwrócona do niego plecami. Nie ruszał się, dopóki stukanie się nie powtórzyło.
Podszedł do drzwi i wyjrzał przez judasza. Młody chłopak stał za nimi z latarką. Gray dostrzegł na jego koszulce logo motelu i kojarzył go z recepcji. Przekręcił klucz i uchylił drzwi, stając z nim twarzą w twarz.
— O co chodzi? — zapytał, czując w ustach uschnięty na wiór język.
— Pan wybaczy moją natarczywość. Sprawdzam tylko, czy wszystko w porządku — powiedział grzecznie, kłaniając się lekko. — W pobliski słup jakiś czas temu rąbnął piorun, dlatego nie mamy prądu. Jeden z naszych gości zgłosił przebicie w wodzie, więc sprawdzam, czy wszyscy są cali i zdrowi.
— Gdyby było inaczej, raczej bym panu nie otworzył drzwi — zażartował chłodno.
— Wiem. — Chłopak uśmiechnął się, mrużąc oczy. — Obawiam się jednak, że otworzył je pan po raz ostatni w życiu.


Otworzyła oczy. Widząc błyskające w pokoju światło, usiadła na łóżku i popatrzyła w stronę drzwi. Sylwetka Graya odznaczała się na tle poświaty, emitowanej przez ledową latarkę. Docierały do niej strzępki słów, jednak wciąż była na wpół przytomna.
— Nie rozumiem. — Głos Graya nabrał siły.
Ściągnęła brwi.
Jedyne co później usłyszała, to cichy świst wystrzału z broni, z zamontowanym tłumikiem. Ciało Fullbustera zatoczyło się do tyłu, a po chwili runęło na ziemię.
— GRAY!




Od Mayako: CO, WYMĘCZENI? TO WSPANIALE, CIESZĘ SIĘ.
Trochę to zuchwałe w sumie, co teraz powiem… Chodzi mi o to, że mimo braku większej dynamiki, cały ten tekst przesiąknięty jest podprogowymi przekazami. Strach o to, że się wynudzicie rozproszyła Kayo. Tak na dobrą sprawę, jeżeli ktoś czyta między wierszami, zrozumie, o co mi chodzi.

No. Myślę, że drugą część dokończę w przeciągu trzech czy czterech dni. Niestety, w przypadku tak podzielonego tekstu, już nie mogę pozwolić sobie na zbyt długą przerwę (xD).

uśpieni

© Design by Agata for WS. Scroller, pattern.